Tytuł nie pochodzi ode mnie - to Janusz Palikot, rozwścieczony sprawdzaniem go przez DZIENNIK, doradzał ostatnio na swoim blogu bym taki komentarz napisał. Dodając, że już coś tam wymyślę.

A więc piszę. Ale nie z powodu palikotowej rady ani nie dlatego, że coś wymyśliłem, bo prawdę mówiąc, nie myślałem. Ten barwny tytuł sam bowiem treścią wypełnił Janusz Palikot. Poseł niepokorny, polityk stawiający niepoprawne pytania, działacz rzucający wyzwanie stetryczałemu światu polityki, przy pierwszym zetknięciu z pytaniami na swój własny temat wpadł w szał. Grozi sądami, oskarża wszystkich wokół, porzuca luzacką maskę. Robi to co sam wyśmiewał gdy atakował opozycję, gdy recenzował partyjnych kolegów, kiedy wreszcie bawił się z prezydentem w klasycznego głuptaka. A przecież - to on uczył nas wszystkich, że polityk nie ma prawa do prywatności. Że mamy prawo wiedzieć wszystko. Że nie ma tematów tabu. I nagle - gdy nadchodzi chwila prawdy o nim samym, o jego prawdomówności - ucieka w te same maski godnościowe, w te same pozy nietykalności, w te same tezy o spiskach przeciw jego skromnej osobie. Te same, które wyśmiewał.

Schodzi z kowbojskiego konia, zdejmuje kapelusz twardziela i pakuje sie jak zwykły, hodowlany królik w buraczki. I na stół.

A przecież - sprawa jest prosta. Wystarczy pokazać, panie pośle, dokumenty. Wystarczy wyłożyć kwity na stół i obalić tezy Dziennika. Wystarczy przedstawić przepływy finansowe, wyciągi z kont i co tam pan w swojej rachunkowości, tej jawnej i tej nie do końca jawnej, ma. Przecież to samo radził pan Lechowi Kaczyńskiemu w sprawie jego zdrowia - czyz nie tak? Wołał pan: chcę wiedzieć wszystko, mam prawo! Dziś to samo pytanie, kulturalnie przecież i bez wyzwisk, zadają dziennikarze. I co widzą? Strach. Ucieczkę. Panikę.

Czy więc nagle pojawiły się w pana myśleniu jakieś nowe dominanty? A więc prawda w życiu publicznym nie jest już jedyną wartością? Naprawdę wystarczyło by i panu zadano kilka pytań, żeby zmienił pan zdanie, by porzucił umiłowanie wolności i jawności? A może jednak coś tam jest nie tak i wielki odważny Lublinianin może okazać się zwykłym kłamczuszkiem?

Wróćmy do buraczków. Wściekając się i rzucając oskarżeniami zamiast odpowiedzieć wiarygodnie na kilka pytań, obrał pan bulwy buraczków. Teraz, kontynuując tę linię, szykuje pan tarkę. Wkrótce sam pan się ugotuje, a potem powstanie przecier. Tak giną łże-twardziele.