W tekście opublikowanym w „Rzeczpospolitej” przekonuje przy tym, że pozbawiona sensu jest także wszelka dyskusja nad wprowadzeniem do systemu prawego uprawnień dla konkubinatów.

Reklama

Nie ma przy tym znaczenia, jakie konkretnie znajdują się w owym projekcie zapisy, w każdej sytuacji bowiem osłabia on fundament życia społecznego, jakim jest małżeństwo i rodzina - mówi Tomasz P. Terlikowski. Wymaganie od konserwatysty, by zrezygnował ze sprzeciwu wobec związków partnerskich i zagłosował za „podyskutowaniem sobie o nich" jest w istocie próbą zmuszenia go, by przestał reprezentować swoje poglądy - dodaje.

Wypowiedź Terlikowskiego ma związek z medialną burzą, jaka rozpętała się wokół debaty o związkach partnerskich, domaganiem się dymisji ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina i atakami na prof. Krystynę Pawłowicz. W tym ostatnim przypadku redaktor "Frondy" mówi wręcz o polowaniu z nagonką.

Przypisano jej słowa, które z jej ust nie padły i na ich podstawie rozpętano histeryczną i wulgarną nagonkę – wskazuje.

Chodzi m.in. o nazwanie osób homoseksualnych jałowymi i bezużytecznymi. Tymczasem - jak wskazuje - w wypowiedzi prof. Pawłowicz padło jedynie: W relacjach homo nie ma żadnego pożycia, jest najwyżej jałowe użycie drugiego człowieka, traktowanego jak przedmiot.

W tych słowach nie ma nic skandalicznego czy obraźliwego dla kogokolwiek. Są one tylko przypomnieniem nauczania Kościoła katolickiego (a także opinii wspólnej większości cywilizacji). Tym, co prof. Pawłowicz powiedziała, nikt się jednak nie przejął. Zamiast tego stworzono „czarną legendę" jej wypowiedzi i na jej podstawie (...) nawet zaczęto domagać się od jej pracodawców zwolnienia jej z pracy czy zakazania jej pełnienia funkcji publicznych – uważa Tomasz P. Terlikowski.