Szef resortu sprawiedliwości Waldemar Żurek nie zostawił suchej nitki na pomyśle upublicznienia aneksu. Jego zdaniem publikowanie raportów o działaniu służb w obecnej sytuacji wojennej to działanie na korzyść obcych wywiadów. Minister stwierdził wprost, że rosyjskie służby w Moskwie "zacierają ręce" i mogą postrzegać takie ruchy jako działanie "pożytecznych idiotów".
Żurek podkreślił, że ujawnienie tajnych danych grozi bezpośrednio życiu polskich agentów rozsianych po całym świecie. Uznał zapowiedzi prezydenta za "niepoważne" i przypomniał o wcześniejszych kontrowersjach związanych z ujawnianiem planów obronnych.
Prezydent Nawrocki rusza z procedurą
Mimo krytyki ze strony rządu, Pałac Prezydencki kontynuuje proces odtajniania dokumentów. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz potwierdził, że Karol Nawrocki przekazał aneks do zaopiniowania marszałkom Sejmu i Senatu. To formalny etap, który ma doprowadzić do podania treści raportu do publicznej wiadomości. Prezydent deklaruje, że upubliczni dokument, jeśli nie wystąpią żadne przeciwwskazania prawne.
Dymisja Cenckiewicza i pęknięcie w Kancelarii
Ważnym tłem sporu jest dymisja Sławomira Cenckiewicza ze stanowiska szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN). Cenckiewicz odszedł, oskarżając rząd Donalda Tuska o bezprawne odbieranie mu dostępu do informacji niejawnych.
Minister Żurek ocenia tę dymisję jako dowód na "pęknięcie" w otoczeniu prezydenta. Sugeruje, że postać Cenckiewicza stała się dla Karola Nawrockiego obciążeniem wizerunkowym, zwłaszcza w obliczu spadających sondaży i problemów z certyfikatami bezpieczeństwa. Służba Kontrwywiadu Wojskowego podtrzymuje bowiem, że Cenckiewicz nadal nie ma prawa do wglądu w tajne dokumenty.
Historia aneksu, którego nikt nie chciał ujawnić
Sprawa aneksu ciągnie się od 2007 roku, kiedy to zlikwidowano Wojskowe Służby Informacyjne. Choć pierwszy raport komisji Antoniego Macierewicza opublikowano niemal dwie dekady temu, sam aneks pozostał tajny.
Poprzedni prezydenci – Lech Kaczyński, Bronisław Komorowski i Andrzej Duda – odmawiali jego publikacji. Lech Kaczyński argumentował wtedy, że w dokumencie fakty zbyt często zastępowano interpretacjami. Karol Nawrocki jest pierwszym prezydentem, który zdecydował się na tak radykalny krok w kierunku jego odtajnienia.