"Planowany na południe lot ministra trochę się opóźnił. Wszystko dlatego, że Bogdan Klich przy okazji wizyty w Poznaniu miał umówione rozmowy" - powiedział dziennikowi.pl kapitan Marcin Rogus, rzecznik dowództwa 2. Brygady Lotnictwa Taktycznego. W końcu jednak polski "Jastrząb" z ministrem na pokładzie wzbił się w powietrze.

Reklama

Bogdan Klich wyglądał jak prawdziwy pilot - w lotniczym kombinezonie trudno było go rozpoznać. Myśliwiec leciał w kierunku Jeleniej Góry. W powietrzu obyło się bez szaleństw, a wszystko skończyło się szczęśliwym lądowaniem. Szef MON wyglądał na zadowolonego, kiedy pewnie stanął na ziemi.

Przed lotem minister przeszedł badania lekarskie, które potwierdziły, że może lecieć. Został też błyskawicznie przeszkolony, jak korzystać z katapulty w razie kłopotów.

"Lot ministra miał go zapoznac z możliwościami takiego samolotu, jak F16" - wyjaśnil nam kapitan Rogus. A przy okazji Bogdan Klich mógł lepiej zapoznać sie z problemami Wojsk Lotniczych.

Do lotu przygotowano dwa polskie F-16. W jednym - pilotowanym przez majora Cezarego Wiśniewskiego - zasiadł właśnie minister, w drugim - z podpułkownikiem Rościsławem Stepaniukiem za sterami - leciał dowódca Sił Powietrznych, generał Andrzej Błasik.

Bogdan Klich jest pierwszym polskim politykiem, który leciał "Jastrzębiem", i jednym z nielicznych cywili, którzy skorzystają z tego przywileju. Samolotami F-16, ale służącymi w amerykańskich siłach zbrojnych, latali wcześniej były premier Leszek Miller i Radosław Sikorski, jeszcze jako szef MON.