Declan Ganley: Spotkałem się z nim w lutym. Mieliśmy doskonałą rozmowę. Byłem zaszczycony, że przyjął moje zaproszenie do Rzymu. Wiem, że to było dla niego bardzo trudne. Ale przecież
nie był tam przypadkowo. Przed nim przemawiał np. Jan Czarnogórski, były premier Słowacji, który tak jak Wałęsa walczył o wolność. A nasz Libertas zawiera w sobie właśnie wolność.
Dlatego tak mi zależało, by bohater mojej młodości pojawił się na tym zjeździe.
>>>Wałęsa: Biorę od tych, co mają
Ale przecież jak przyjeżdża taki gość, to ja nie wiem, co będzie mówił. Nie kontroluję tego.
To kompletnie nie o to chodzi. To pytanie jest dla mnie uwłaczające.
To całkowicie normalne, że jak zaprasza się takie osobistości, to płaci im się honorarium. W zwykłych okolicznościach prezydent Wałęsa dostałby pewnie znacznie większe pieniądze.
Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach innych dżentelmenów. W słowie „honorarium” zawiera się słowo „honor”. I na tym skończmy.
Nie, dlaczego miałbym?
Pyta pan o plany, więc opowiadam o planach: nie ma takich. Następne pytanie.
Na naszych listach są przeróżni ludzie. Wykonują wiele zawodów. Byli w różnych partiach albo nie byli w nich wcale. Mają różne poglądy. Razem opowiadamy się za silną Unią Europejską.
Ale silną ludźmi, a nie urzędnikami, na których decyzje nikt nie ma wpływu.
>>> Wałęsa: 50 tys. euro od Libertas? Mało
Nie wiem, dlaczego wtedy tak mówili. Nie było mnie tutaj pięć lat temu. Ale jestem dzisiaj. Interesuje mnie to, co dziś i jutro. Jak zaczniemy zmieniać Unię Europejską od czerwca. Bo jeszcze
nas nie ma w Parlamencie Europejskim, a już nas się boją. Jesteśmy nocnym koszmarem brukselskiego kartelu.
Z każdym, kto chce, by głos polskich obywateli nie był ignorowany w Brukseli. I niech ludzie, którzy mówią, że Libertas jest partią eurosceptyczną, przestaną kłamać. Jesteśmy
proeuropejscy.