- mówi rozmówca gazety, relacjonujący nastroje w rządzie.
Premier jednak nie zdecydował się na karanie ministra, który zdecydował się na akcję mogącą doprowadzić rząd do wykrwawienia. - miał mówić Nowakowi Tusk. Wsparcie obiecać miał też szef koalicyjnego PSL, Janusz Piechociński.
Na głowę Nowaka posypały się jednak gromy. Jak grzyby po deszczu pojawiają się internecie kolejne inicjatywy, uderzające w plan stawiania fotoradarów. Do kampanii antyfotoradarowej przyłączył się także Tomasz Lis, który zaprosił Nowaka do swego programu. Rozmowa skończyła się ostrą wymianą zdań.
- mówi jeden z rozmówców dziennika.
O ile w rządzie Nowak dostał koleżeńskie wsparcie, o tyle w samej PO jego inicjatywa wywołała - delikatnie mówiąc - zdziwienie. W partii o pomyśle ministra nie dyskutowano, a jego wprowadzenie nie poprzedziła medialna otoczka, wprowadzająca w zagadnienie bezpieczeństwa na drogach, co wytyka były polityk PO Paweł Piskorski.
- mówi Krzysztof Lisek z PO, który przyznaje, że akurat ta opinia go cieszy. A Nowak dodaje:
Ta stanowczość jak mówi dobry znajomy ministra, bardzo go wyczerpuje. Jest to bowiem pierwsza batalia, którą Nowak musi przeprowadzić samodzielnie. - dodaje. Jak dodaje Krzysztof Lisek, Nowak ostatnio zaczął się uczyć jeździć na nartach - jako jedyny z grupy trójmiejskich polityków PO nie potrafił.
Gazeta podsumowuje jednak, że całe fotoradarowe zamieszanie zdjęło z Nowaka łatkę asystenta Tuska. A on sam zapewnia, że liczy się z konsekwencjami. - mówi.