- Pan abp Sławoj Leszek Głódź, zapytany o reakcję Kościoła na film, odpowiedział, że "nie ogląda byle czego". To są słowa, które wyrażają ogromną pogardę wobec ofiar, wobec dzieci, a także wobec nas Polek i Polaków, bo wszyscy chcielibyśmy żyć w kraju, w którym czujemy się bezpiecznie - mówiła na konferencji prasowej przed projekcją dokumentu Beata Maciejewska, "jedynka" na pomorskiej liście kandydatów Wiosny do Parlamentu Europejskiego.

Działaczka Wiosny dzwoniła do domofonu przy bramie wejściowej, gdzie mieszka metropolita gdański, ale nikt nie odpowiadał. Potem wzięła megafon i zaczęła wołać m.in.: Czy wyjdzie pan arcybiskup tutaj do nas na chwilę? Chcemy pokazać panu film, który pokazuje, jak ogromne są krzywdy, które wyrządził Kościół dzieciom poprzez księży pedofili. Panie arcybiskupie Głódź, czekamy tu na pana.

Wśród uczestników wydarzenia przed rezydencją abp Głódzia był m.in. Marek Mielewczyk, jeden z bohaterów filmu Sekielskich, ofiara księdza pedofila.

Pierwsza próba włączenia projektora nie powiodła się z powodu awarii agregatu na prąd. Po kilkudziesięciu minutach zwolennikom Wiosny udało się ściągnąć nowy sprzęt i projekcja ruszyła. Biały ekran rozwieszono na ogrodzeniu bocznej części rezydencji hierarchy gdańskiego. Film oglądało ok. 20-30 osób.

W sobotę na oficjalnym profilu Tomasza Sekielskiego na kanale YouTube premierę miał dokument "Tylko nie mów nikomu", w którym przedstawione zostały przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez osoby duchowne.

Abp Sławoj Leszek Głódź, zapytany w niedzielę przez reporterkę "Faktów" TVN o film Sekielskich, odparł: Wczoraj miałem inne zajęcia, nie oglądam byle czego. Nie udzielił odpowiedzi na pytanie, czy wiedział o czynach pedofilskich księdza Franciszka Cybuli, jednego z duchownych, który pojawia się w filmie. - Proszę mnie tutaj nie atakować i nie prowokować, bo ja taki naiwny nie jestem - powiedział abp Głódź.

Warszawa: Nie doszło do wyświetlenia filmu na budynku przylegającym do Katedry Polowej WP

Nie doszło do publicznej projekcji filmu "Tylko nie mów nikomu" pokazującego przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez księży. Organizatorzy, w tym lider Wiosny Robert Biedroń, zamierzali wyświetlić film na fasadzie budynku przylegającego do Katedry Polowej WP. Policja zajęła projektor.

W poniedziałek wieczorem organizatorzy ustawili projektor na stołecznym pl. Krasińskich i zamierzali wyświetlić film braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu" na fasadzie budynku przylegającego z prawej strony do Katedry Polowej Wojska Polskiego. Przed projektorem ustawiło się kilku funkcjonariuszy uniemożliwiając w ten sposób projekcję. Mimo to, przez chwilę na ścianie budynku pojawiło się kilka kolorowych plam, rzucanych przez urządzenie do wyświetlania filmów.

Jeden z obecnych na miejscu policjantów poinformował organizatorów, że administrator budynku nie wyraził zgody na projekcję na fasadzie. Podkreślił, że jeżeli dojdzie do projekcji, aparat zostanie zajęty. Biedroń protestował twierdząc, że nie ma do tego podstawy prawnej. Według relacji lidera Wiosny jeden z funkcjonariuszy miał powiedzieć, że doszło jedynie do próby projekcji.

Policjant odpowiadał, że w pewnym momencie "wiązka światła poszła". Funkcjonariusze poprosili właściciela sprzętu, aby odłączył projektor. Następnie zabrali urządzenie do oznakowanego samochodu i odjechali. Na to zebrani zareagowali okrzykami: "hańba, hańba" i "cenzura, cenzura". - Tak wyglądała projekcja filmu, który miał pokazać prawdę o Kościele, a skończyło się aresztowaniem rzutnika - skomentował Biedroń. - Polacy zobaczyli prawdę. Możecie aresztować miliony rzutników, ale prawdy nie aresztujecie - dodał. W ocenie lidera Wiosny uniemożliwienie publicznego pokazu filmu Sekielskich było wyrazem "sojuszu tronu z Kościołem". - Tak wygląda cenzura w 2019 r. – stwierdził.

Zapowiedział, że podobne projekcje będzie organizował w całej Polsce.

Zapytany przez dziennikarzy, czy nie mógł zorganizować projekcji w kinie, lider Wiosny odpowiedział: Chodzi o to, żeby Kościół zobaczył coś, czego Leszek Sławoj Głódź nie chce zobaczyć. Oni odwracają głowę od tego.

Należąca do organizatorów wydarzenia radca prawna Anna Tarczyńska oznajmiła, iż wcześniej została poinformowana, że sprzęt zostanie zabrany, jeśli będzie wyświetlany film. Według niej policja miała podać jako podstawę prawną swego działania art. 63a Kodeksu wykroczeń. - Przeczytałam dokładnie ten przepis - on nie jest w żaden sposób podstawą prawną do takich działań - stwierdziła. - A już przede wszystkim nie można rekwirować tego sprzętu, bo nawet przez moment nie doszło do wyświetlenia filmu - dodała.

Przywołany artykuł Kodeksu wykroczeń mówi, że "Kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny".

Wcześniej podczas wystąpienia dla mediów Robert Biedroń wyjaśnił, że miejsce, w którym miał być zorganizowany publiczny pokaz filmu, jest symboliczne. - To Katedra Wojska Polskiego, w której przez wiele lat pełnił swoją posługę Sławoj Leszek Głódź, który znalazł się na niechlubnej liście opracowanej przez Fundację "Nie lękajcie się", obrazującej przypadki księży, hierarchów kościelnych ukrywających przypadki pedofilii w polskim Kościele katolickim - mówił polityk.

- Sławoj Leszek Głódź odwrócił głowę od problemu, który był przez długi czas niestety zamiatany pod dywan. Przyszedł najwyższy czas żeby zrobić coś, co Kościół katolicki robił przez wiele lat; kościół katolicki (…) spowiadał nas z naszych grzechów. Dzisiaj naszedł czas, żebyśmy to my, jako społeczeństwo, wyspowiadali Kościół z jego grzechów. Dlatego dziś zorganizowaliśmy prelekcję filmu braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu", żeby pokazać obłudę i hipokryzję Kościoła – dodał lider Wiosny.

Biedroń na zmianę z posłanką z Koła Poselskiego Teraz! Joanną Scheuring-Wielgus odczytali nazwiska hierarchów, którzy - jak to określili - "ukrywali i przenosili księży - sprawców pedofilii". - Kazimierz Nycz, Sławoj Leszek Głódź, Marian Gołębiewski, Jan Tyrawa, Henryk Gulbinowicz, Józef Górzyński, Wojciech Ziemba, Edmund Piszcz, Henryk Hoser, Marek Jędraszewski, Juliusz Paetz, Józef Michalik, Andrzej Dziuba, Jacek Jezierski, Jan Wątroba, Zygmunt Kamiński, Stanisław Stefanek, Marian Przykucki, Stanisław Wielgus, Andrzej Suski, Andrzej Czaja - czytali.

- Domagamy się, aby pan Brudziński wszedł do szóstej rano wszedł do wszystkich diecezji, do których należą ci biskupi i zaczął ich przesłuchiwać – powiedziała Joanna Scheuring-Wielgus.

PAP - do czasu publikacji tego materiału - nie uzyskała od służb prasowych stołecznej policji oficjalnych informacji dotyczących zajścia.