O złożeniu wniosku o podjęcie śledztwa w sprawie "istnienia zorganizowanej grupy przestępczej wykorzystującej nielegalne podsłuchy do obalenia rządu" Giertych poinformował na Twitterze. Pan Marek F. może złożyć zeznania w tym postępowaniu i starać się o wznowienie swojej sprawy - napisał.

Jak powiedział PAP, wniosek skierował do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Zaznaczył, że postępowanie, które toczyło się w tej sprawie, zostało umorzone z braku dowodów. Giertych chce, aby prokuratura podjęła to śledztwo - jak tłumaczył - w związku z oświadczeniem Marka Falenty.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Marcin Saduś nie potwierdził PAP, aby taki wniosek wpłynął. Jak wyjaśnił, wątek, w sprawie którego Giertych miał złożyć wniosek, został wyłączony do odrębnego śledztwa z postępowania, w wyniku którego Falentę skazano w 2016 r. Śledztwo w zakresie tego wątku zostało umorzone, a decyzję w tej sprawie podtrzymał sąd.

Saduś podkreślił jednocześnie, że przeciwko Falencie w toku jest inne postępowanie w sprawie nagrań, które zostały opublikowane bądź wiedzę o nich podjął prokurator po zakończeniu śledztwa zakończonego skierowaniem aktu oskarżenia. Jak zaznaczył, dotychczas Falenta nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień w tej sprawie.

Rzecznik poinformował jednocześnie, że planowane jest wykonywanie czynności procesowych z udziałem Falenty, ale ich termin należy uzgodnić z dyrektorem zakładu karnego, w którym Falenta odbywa wyrok.

Według ustaleń PAP, czynności będą polegały na rozszerzeniu zarzutów dotychczas przedstawionych.

W poniedziałek "Rzeczpospolita" poinformowała, że Marek Falenta - biznesmen skazany w aferze podsłuchowej - napisał we wniosku o ułaskawienie skierowanym do prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał. "Falenta przedstawia się w nim jako osoba lojalna wobec PiS i CBA, której obiecano bezkarność za odsunięcie PO od władzy" - pisze "Rz". We wniosku Falenta miał napisać, że choć "zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic, i został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana (prezydenta - PAP) formacji".

Obiecali wiele korzyści i łupów politycznych. Czekałem lata codziennie łudzony, że niebawem nadejdzie dzień, w którym zostanę przez Pana ułaskawiony. Nie widać nadziei na jego nadejście. Proszę potraktować ten list jako ostatnią szansę na porozumienie ze mną. Nie zamierzam umierać w samotności. Ujawnię zleceniodawców i wszystkie szczegóły - miał napisać Falenta.

W związku z tymi doniesieniami, posłowie PO-KO zażądali, aby na najbliższym posiedzeniu Sejmu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro oraz koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński przedstawili informację o tym, co zrobiono gdy list Falenty wpłynął do Kancelarii Prezydenta.

Sytuację skomentowała w poniedziałek na Twitterze rzeczniczka PiS Beata Mazurek (poniedziałek był ostatnim dniem, w którym sprawowała tę funkcję - PAP). Ekstaza w Platformie, KE i mainstreamie. Falenta przestępca, który jeszcze niedawno był potępiony nagle stał się wiarygodny. Cóż, jaka partia taki "bohater". Groźby i szantaż to jego desperacka linia obrony. Falenta uważa, że kampania wyborcza może być jego szansą - napisała Mazurek.

Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej, został zatrzymany w Hiszpanii 5 kwietnia br. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Falenta został wydany Polsce przez hiszpańskie władze w piątek i tego samego dnia został przewieziony do Warszawy.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Falenta miał się stawić w zakładzie karnym 1 lutego, ale tego nie zrobił. Od tamtego czasu ukrywał się i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 r.

Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 r. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów MSW - Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ - Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju - Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

Ujawnione w tygodniku "Wprost" nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.