Podczas rozmowy w piątek wieczorem w TVN24 Donald Tusk został zapytany, czy wybiera się na uroczystości upamiętniające 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej - które odbędą się w niedzielę w Warszawie.

- Nie, nie wybieram się, ponieważ nie mam żadnych wątpliwości, że organizatorzy tej bardzo ważnej uroczystości w taki sposób postępują, żeby dać do zrozumienia, że nie chcą mnie tam widzieć, a ja nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, kiedy wiem, że nie jestem mile widziany - oświadczył.

Tusk pytany, kiedy otrzymał zaproszenie na te uroczystości, odparł, że "zaproszenie pojawiło się wczoraj na moim biurku". - Problem polega na tym, że ja reprezentuję też UE. Wszyscy w Europie staramy się pewne standardy utrzymywać - ocenił.

- Zaproszenie na 14 lipca do Francji, na uroczystości narodowe wysyła się do mnie i do kolegów, z którymi współpracuję: premierów, prezydentów, na trzy miesiące przed takimi uroczystościami. Na uroczystości do Izraela prezydent Izraela wysyłał z rocznym wyprzedzeniem i to są pewne standardy - powiedział Tusk.

Na uwagę, że na zaproszeniu skierowanym do Tuska nie wskazano jego funkcji, ale napisano po prostu "pan Donald Tusk", odpowiedział, że "nie lubi dyskusji o tym, kto kogo kiedy zaprosił czy nie zaprosił, bo to fatalnie świadczy o pewnych standardach czy kulturze politycznej".

- Wszyscy byliśmy jakoś przyzwyczajeni, także w Polsce, do tego, że niezależnie od sporów, nie wszyscy przecież kochają się w polityce, ale pewne reguły, standardy obowiązują - powiedział Tusk.

- Jeśli kogoś chce się widzieć, traktować jak gościa na uroczystości, które się organizuje, to powinno się go poważnie traktować - podkreślił.

Tusk zaznaczył jednocześnie, że gdy 10 lat temu jako premier polskiego rządu organizował uroczystości 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, nie miał żadnego problemu, by pierwszym przemawiającym był ówczesny prezydent Lech Kaczyński. - Nasze relacje nie były łatwe, spór polityczny był wówczas też bardzo gorący, ale szczerze powiedziawszy do głowy by mi nie przyszło żeby łamać reguły i traktować kogoś w sposób taki nieprzystający do dyplomacji - powiedział Tusk.

Gospodarzem uroczystości w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, które odbędą się w niedzielę 1 września w Warszawie jest prezydent Andrzej Duda. Na pl. Piłsudskiego wystąpienia wygłoszą prezydenci Polski i Niemiec, a także wiceprezydent USA Mike Pence. Początkowo przemówienie wygłosić miał prezydent USA Donald Trump, jednak w czwartek jego wizyta w Polsce została przełożona w związku z nadciągającym nad Florydę huraganem Dorian.

Tusk: Widać wyraźnie, że Polska nie jest tym najwyższym priorytetem dla Trumpa

Szef Rady Europejskiej nie sądzi, aby trwająca w Polsce kampania wyborcza wpłynęła na decyzję Donalda Trumpa o odwołaniu wizyty w Polsce, podczas której prezydent USA miał m.in. wziąć udział w uroczystościach w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej.

W rozmowie w TVN24 Tusk powiedział, że nie odczuwa "żadnej satysfakcji z tego tytułu", że uroczystości organizowane w Warszawie z okazji wybuchu II wojny światowej "tracą dużo blasku" z tytułu nieobecności prezydenta Donalda Trumpa.

Dodał, że organizowane w Warszawie uroczystości z udziałem prezydenta USA miały zwrócić uwagę opinii publicznej.

Zapytany, czy na decyzję o odwołaniu wizyty miało wpływ to, że w Polsce trwa kampania wyborcza, Tusk odpowiedział, że "nie sądzi, by fakt, że kampania w Polsce trwa i za kilka tygodni mamy wybory to parlamentu, żeby to wpływało na decyzję prezydenta Trumpa".

Tusk dodał, że Donalda Trumpa poznał dobrze i obecny prezydent USA ma - według niego - "generalny, bardzo globalny obraz polityki". Tusk stwierdził, że nie sądzi, aby prezydent Trump brał pod uwagę to, czy jego obecność w Polsce wpłynie na trwającą tu kampanię wyborczą.

- Nie ma powodów, żeby się cieszyć - skomentował Tusk odwołanie przez Trumpa wizyty w Polsce. - To co jest ważne, to to, że widać wyraźnie, że Polska nie jest tym najwyższym priorytetem z punktu widzenia prezydenta Trumpa - dodał zaznaczając, że prezydent USA "jest skoncentrowany na Azji, głównie na wyzwaniu, jakie stanowią dla Stanów Zjednoczonych Chiny".

Tusk dodał, że bardzo żałuje tego, iż nie dojdzie w Polsce do spotkania Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Powiedział, że po "ostrej dyskusji na temat Rosji", do której doszło na szczycie G7, widać było "pewną rezerwę i dystans" Trumpa w stosunku do Ukrainy oraz "coś na kształt fascynacji Rosją i prezydentem Putinem".

- Ważnym momentem mogło być - i rola Polski, i prezydenta Andrzeja Dudy byłaby tu naprawdę zauważalna i ważąca - spotkanie, już umówione, prezydenta Trumpa z nowym prezydentem Ukrainy - powiedział Tusk. - Gdyby to było symbolicznie w Warszawie, w rocznicę wybuchu II wojny światowej, to mogłoby jakoś skorygować ten niepokojący stan relacji między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą - dodał.

Tusk powiedział, że bardzo liczył, iż do takiego spotkania dojdzie oraz że przekonywał wcześniej prezydenta USA, aby ten "zmienił, chociaż trochę skorygował swój punkt widzenia na Ukrainę i kwestię konfliktu rosyjsko-ukraińskiego".

Tusk: 2 grudnia będę mógł powiedzieć, jak widzę swoją dalszą przyszłość

2 grudnia będę mógł powiedzieć, jak widzę przyszłość polityczną Polski i swoją - zapowiedział szef Rady Europejskiej Donald Tusk. "Jest kilka propozycji, będę je poważnie rozważał, także o charakterze bardziej międzynarodowym; ale serce zawsze wyrywa się gdzieś tam nad Wisłę" - mówił.

- Nie mam żadnych wątpliwości, kto dziś w Polsce ma rację w tych fundamentalnych kwestiach dotyczących przyzwoitości, prawa, konstytucji, ale też coraz częściej w kwestiach gospodarczych, czy w kwestiach ekologicznych i społecznych - mówił Tusk w piątek w TVN24. - Będę trzymał kciuki bez żadnego wahania za tych, którzy są zdeterminowani, aby przywrócić te możliwie wysokie standardy w życiu publicznym w Polsce - dodał.

- Natomiast tak jak zrozumiałe było moje zaangażowanie w wybory europejskie, muszę być powściągliwy z oczywistych względów w wyborach krajowych, na tyle, na ile mi moje emocje i takie serdeczne zaangażowanie pozwoli. Ale muszę zachować taką elementarną neutralność - podkreślił.

Pytany, czy będzie obecny w kampanii wyborczej w Polsce, Tusk zauważył, że do końca jego kadencji jako szefa Rady Europejskiej, która kończy się 1 grudnia, ma kilka zadań do wykonania. Do tego czasu pozostały trzy miesiące i w tym czasie - mówił - jest bardzo poważna kwestia do rozwiązania, czyli brexit, oraz jest długa i ważna sesje ONZ, w której musi uczestniczyć. Jak podkreślił, ma kilka zadań do wykonania, zanim przekaże następcy funkcję szefa Rady Europejskiej.

- Ale przyjdzie grudzień - porozmawiamy - powiedział. - 2 grudnia, to jest poniedziałek, będę mógł powiedzieć, jak widzę dalszą przyszłość polityczną i Polski, i swoją. I będzie to już po wyborach parlamentarnych - dodał. Pytany, czy zna tę przyszłość już dziś, odparł: Jest takie powiedzenie - człowiek planuje, Pan Bóg się śmieje.

Na pytanie, czy jego decyzja jest uzależniona od wyników wyborów do parlamentu polskiego, podkreślił, że każda decyzja, jeśli ma być poważna, musi być podjęta w zależności nie tylko od woli tego, kto ją podejmuje, ale też od wielu zewnętrznych okoliczności. - Tak czy inaczej, będę chciał pomóc tym wszystkim, którzy w Polsce chcą Polskę zmienić na lepsze. Są bardzo poważne powody, aby się angażować. A w jaki sposób - będę chciał bardzo realistycznie ocenić. Nie będę się wahał, jeśli ocenię, że to ma sens - podkreślił.

- Jest kilka propozycji, będę je poważnie rozważał - także o charakterze bardziej międzynarodowym. Ale absolutnie serce zawsze wyrywa się gdzieś tam nad Wisłę - dodał.

Pytany, czy jeśli prezes PiS Jarosław Kaczyński wystartuje w wyborach prezydenckich, on też, jak zapowiadał, podejmie wyzwanie, odparł: Ja jestem do dyspozycji, jeśli Jarosław Kaczyński zdobyłby się na odwagę i chciałby ze mną debatować o przyszłości Europy czy Polski. Ja wiem, że według polityków PiS pan Kaczyński jest z innej ligi, tak słyszałem ostatnio, że nie zamierza debatować z liderami opozycji, bo jest z innego świata. Można to zresztą złośliwie komentować - mówił Tusk.

- Na pewno (Jarosław Kaczyński) ma obsesję na moim punkcie. Ja jestem zresztą często w Polsce, bo jestem wzywany, bo Trybunał Stanu, komisje, prokuratury, nie uciekam od tego. Po czterech latach kampanii oszczerstw pod hasłem "wina Tuska" nie mam wątpliwości, że moi oponenci, PiS zrobi wszystko, by uniemożliwić mi działanie na rzecz Polski - dodał Tusk. - Nie wydaje mi się po tych czterech latach, aby prezes Kaczyński był gotów z otwartą przyłbicą brać odpowiedzialność nie tylko za kampanię, ale także za rządzenie - ocenił były premier.

- To nie jest tylko kwestia klasy, zachowań czy osobistych ambicji. To jest bardzo ważne z punktu widzenia interesów państwa, interesów społecznych, czy ten, kto faktycznie rządzi, ponosi także odpowiedzialność. To jest kwestia podpisów, kwestia decyzji, to kwestia: "autoryzuję trudne decyzje i biorę za nie pełną odpowiedzialność" - zauważył Tusk.

- Nie wiem, dlaczego lider PiS ucieka od tej odpowiedzialności. Ale wydaje mi się, że to nie jest najlepsze z punktu widzenia interesów państwa. Demokracja wymaga, aby ten, kto rządzi, a wszyscy wiemy, że rządzi prezes PiS, aby ponosił konstytucyjną odpowiedzialność. To jest standard, na którym opiera się cywilizacja zachodnia - dodał Tusk.

Tusk: PiS chce też zbudować monopol polityczny na wsi

Jako manewr czysto polityczny określił szef Rady Europejskiej to, że przedstawiciel Polski miałby objąć w KE tekę rolnictwa. "Jarosław Kaczyński wypowiedział wojnę PSL na wsi i chodzi o to, by pokazać, że PiS chce zbudować także monopol polityczny na wsi" - ocenił.

Rzecznik rządu Piotr Müller poinformował na początku tygodnia, że Janusz Wojciechowski jest nowym kandydatem Polski na komisarza Unii Europejskiej. Z kandydowania na to stanowisko zrezygnował szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, po tym, gdy otrzymał propozycję objęcia teki ds. rolnictwa.

W piątek wieczorem w TVN24 Tusk został zapytany czy to dobrze, że Polska miałaby otrzymać tekę rolnictwa. - Wydaje się, że to manewr czysto polityczny. Kaczyński wypowiedział wojnę PSL na wsi i jeśli dobrze odczytuję intencje, to chodzi o to, żeby pokazać, że PiS chce zbudować także monopol polityczny na wsi - powiedział Tusk.

- Być może stąd ta decyzja, ale to jest mój domysł - dodał.

Były premier odnosząc się do kandydatury Wojciechowskiego stwierdził, że pamięta go dość dobrze, gdyż w przeszłości razem zasiadali w Prezydium Sejmu jako wicemarszałkowie.

- To zresztą ciekawe, w tym konflikcie o polskich sędziów. Kiedy tak często liderzy PiS-u z premierem, prezydentem oskarżają sędziów o to, że byli sędziami stanu wojennego, a równocześnie sędzia stanu wojennego jest kandydatem PiS-u na komisarza. To też pokazuje, na ile poważnie traktują swoje słowa - powiedział Tusk.

Tusk: Wniosek o Trybunał Stanu jest dość niepoważny

Nie obawiam się żadnych oskarżeń ani dość niepoważnego wniosku o Trybunał Stanu - oświadczył w piątek szef Rady Europejskiej.

Szef komisji śledczej ds. VAT Marcin Horała (PiS) w swoim projekcie raportu z prac komisji zaproponował postawienie przed Trybunałem Stanu byłych premierów: Ewę Kopacz i Donalda Tuska oraz byłych ministrów finansów: Jacka Rostowskiego i Mateusza Szczurka.

Tusk podczas piątkowej rozmowy w TVN24 odniósł się do tego wniosku. - To nie jest jedyna komisja, nie jest jedyny organ PiS-u, który od pierwszych dni władzy Jarosława Kaczyńskiego traktuje upolowanie Tuska jako jeden ze swoich politycznych, nadrzędnych celów. Mamy do czynienia z pewną obsesją. Ja dam radę. Są u władzy cztery lata, opanowali media publiczne, prokuraturę i to tak na 100 proc., mają wszystkie instrumenty w ręku. Sformułowali najcięższe możliwe zarzuty i po czterech latach okazuje się, że to wszystko było taką zwykłą grą i wyrazem tej obsesji - mówił b.premier.

- Nie obawiam się żadnych oskarżeń ani takiego dość niepoważnego - szczerze powiedziawszy - wniosku o Trybunał Stanu. Myślę, że dla opinii publicznej powinno być w tym coś takiego niestosownego, że mówi się o poprzednim rządzie najstraszliwsze rzeczy. Przecież sformułowano pod moim adresem najbardziej nieprawdopodobne oskarżenia i po czterech latach rządów poseł Horała ogłasza, że postawią mnie przed Trybunałem Stanu chociaż dobrze wie, że tego nie zrobią - podkreślił Tusk.

Dopytywany, czy po latach nie ma sobie nic do zarzucenia, jeśli chodzi o walkę z luką vatowską, odparł, że jego rząd podjął "wszystkie działania uszczelniające". - Europa chorowała na tę kwestię vatowską od dłuższego czasu. Cała UE, w różnych państwach różni cwaniacy, a czasami zorganizowani przestępcy, korzystali z tej istoty podatku vatowskiego i luka vatowska była zjawiskiem ogólnoeuropejskim - zauważył b.premier.

Jak dodał, rozpoczęto pracę, by ograniczyć lub zlikwidować ten proceder, także w Polsce. - Mój rząd tę pracę rozpoczął i wprowadził zmiany, które zaczęły przynosić efekty. Te efekty w dużej mierze służą także temu rządowi - dodał Tusk.

Podkreślił, że jeśli ktoś powie, że jego rząd nie był tak bardzo zdeterminowany w ograniczeniu luki, jak obecny rząd, "to odpowiem, bo to jest zgodne z prawdą: przyszło mi rządzić przez większość tych siedmiu lat, kiedy byłem premierem, w czasie globalnego kryzysu, który pogrążył na długie miesiące, a nawet lata, USA i później UE".

- Byliśmy skoncentrowani na tym żeby Polska nie wpadła w takie kłopoty, jak większość państw UE - podkreślił Tusk. Jak dodał, dzięki pracy m.in. ówczesnych ministrów finansów udało się Polskę uratować przed "takim głębokim tąpnięciem" m.in. dlatego, że przyjęto odpowiednią filozofię podatkową.

- Dzisiaj czyni się z tego zarzut, że szukali sposobów (szefowie MF), aby polscy przedsiębiorcy, polskie firmy miały nie trudniej tylko łatwiej, bo to był jeden z kluczowych warunków, żeby uniknąć tego najgłębszego tąpnięcia - zauważył.

Tusk: Podziały w opozycji zmniejszają szanse na zmianę władzy

Podziały w opozycji zmniejszają szanse na to, żeby władza się zmieniła - ocenił szef Rady Europejskiej. Jak jednak podkreślił, to ci, którzy "walczą na miejscu", mają prawo wybierać własne drogi.

- Byłem i jestem za tym, żeby jednoczyć się wokół spraw najważniejszych a nie szukać powodów, dla których można się podzielić. Uważam, że dużo lepiej byłoby, gdyby ci w Polsce, którzy krytycznie oceniają największe grzechy PiS, poszukali tego, co jednoczy, również w oporze wobec władzy, która robi dużo złych rzeczy - mówił Tusk w piątek w TVN24. Jak jednak zauważył, "zwyciężył inny pogląd". - Uważam, że to zmniejsza szanse na to, żeby władza się zmieniła - ocenił.

Według niego, można było zjednoczyć opozycję wobec takich obszarów jak szanowanie Konstytucji, praworządności, wolności mediów, szeroko pojętej ekologii, edukacji czy służby zdrowia. - Spokojnie można było wokół tego zbudować program krytyczny wobec PiS, a jednocześnie ofensywny i pozytywny - podkreślił. - Uważam, że to byłoby lepsze. Ale ci, którzy walczą na miejscu, mają prawo wybierać własne drogi. Wybory pokażą, na ile to jest skuteczne - dodał Tusk.

Jego zdaniem, z całą pewnością PiS bierze premię za zjednoczenie szeroko pojętej prawicy, ale - jak dodał - "nie ulega wątpliwości, że warunki, w jakich pracuje opozycja, są nieporównywalnie trudniejsze niż te, które miał PiS", gdy on był premierem. - Mówię tu głównie o bezwzględnym zagarnięciu mediów publicznych i o metodach, na które parę lat temu nie byłoby zgody publicznej - oświadczył.

- Coś na pewno się zmieniło i w Polsce, i na świecie. Że każda brutalna metoda, każde brutalne kłamstwo jest akceptowane przez część opinii publicznej, jeśli jest skuteczne - stwierdził były premier. Jak dodał, jest przekonany, że ci, którzy uważają, że polityka powinna wyglądać inaczej, są w stanie wytrwać i w końcu wygrywać. - Nie powinni kapitulować - podkreślił Donald Tusk.

Tusk: Skala hejtu przerosła wyobrażenia

Skala hejtu przerosła wyobrażenia, z dość parszywych pomysłów na politykę zrobił się państwowy system, a nie wybryk tego czy innego polityka - ocenił Donald Tusk. - Mamy do czynienia ze zorganizowanym systemem upokarzania, kampanią oszczerstw i to jest ulokowane gdzieś na szczytach władzy - dodał.

Pytany w piątek w wywiadzie dla TVN24, czy za sprawę hejtu w resorcie sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powinien stracić stanowisko ministra, Tusk powiedział, że nie będzie nikogo namawiał, żeby zdymisjonował tego czy innego ministra.

- Ale mam jednoznaczny pogląd na to, co stało się w tym ministerstwie, ministerstwie, które zaskakująco z Ministerstwa Sprawiedliwości stało się ministerstwem nienawiści i pogardy - powiedział Tusk.

Według niego, "między bajki należy włożyć to, że nikt nie wiedział, co się dzieje w tym ministerstwie i co wyprawiają tam wiceministrowie czy inni urzędnicy w tym ministerstwie". - Wszystko wskazuje na to, że oni znaleźli się tam właśnie dlatego, że mają tego typu przedziwne kwalifikacje. Przecież nie znaleźli się w najbliższym otoczeniu ministra Ziobry ze względów na jakieś nadzwyczajne etyczne czy estetyczne walory - mówił Tusk. - Niestety mam dość głębokie przekonanie, że stali się jakby rdzeniem tego ministerstwa właśnie dlatego, że są zdolni do takich rzeczy - powiedział Tusk.

To - jak mówił - "jest rzecz niepokojąca i daleko wykraczająca poza kwestię kampanii, czy nawet poza kwestię personalną - Zbigniewa Ziobry". - Bo to pokazuje, że - i przecież nie jest to tylko syndrom Polski - że oszczerstwo, kłamstwo, takie zorganizowane już w bardzo nowoczesny - w sensie technologii - sposób, staje się narzędziem uprawnionym - powiedział Tusk.

Stwierdził, że ktoś z komentujących sprawę w polskich mediach powiedział nawet, "że to wszystko jest do wybaczenia, że w sumie jedynym problemem jest to, że to się wydało". - Że tak naprawdę jest to dzisiaj sprawdzian skuteczności, że ktoś potrafi najcelniej skłamać, albo najdotkliwiej kogoś obrazić - dodał były premier.

- Ja się z tym nie mogę jakoś zgodzić. Być może jest to trend - nie tylko w Polsce - ale moim zdaniem trzeba zrobić wszystko, żeby ten trend zatrzymać, a nie żeby ulec tej fascynacji złem. Bo to jest tak naprawdę fascynacja złem, złem, które bywa skuteczne w polityce na krótką metę, ale może poczynić szkody na długie lata, także w takiej społecznej mentalności - powiedział Tusk.

Dla Tuska "pewnym zaskoczeniem" jest sytuacja, w której "ktoś może ulec temu złudzeniu, że problemem jest jednorazowa akcja pana Piebiaka, czy jego kolegów i kolegów pana ministra Ziobry".

- Przecież z tym zorganizowanym - jak to się dzisiaj mówi - hejtem, czyli z tą mową nienawiści mamy do czynienia już od kilku lat - stwierdził. - Jednym z pierwszych takich najbardziej klasycznych przypadków były wyczyny Jacka Kurskiego. Zresztą sam byłem wielokrotnie ofiarą tej metody myślenia, tego sposobu działania - zaznaczył.

- Można by powiedzieć - nic nowego, gdyby nie to, że skala przerosła wszystkie nasze wyobrażenia, że z tych takich dość parszywych pomysłów na politykę zrobił się państwowy system, a nie wybryk tego czy innego polityka - powiedział Tusk.

- Jeśli dzisiaj należy naprawdę bić na alarm, to nie dlatego, że jakiś zwyrodnialec uznał za stosowne wymyślać taką kampanię pogardy wobec pani sędzi Gersdorf na przykład, ale że mamy do czynienia ze zorganizowanym systemem upokarzania, z kampanią oszczerstw i to wszystko jest ulokowane gdzieś na szczytach władzy, a nie gdzieś na obrzeżach. To jest naprawdę niepokojące - powiedział Tusk.

Tusk o aferze Kuchcińskiego: Nadzwyczajna skłonność do zakłamywania rzeczywistości

W sprawie marszałka Marka Kuchcińskiego uderzyła mnie nadzwyczajna skłonność do zakłamywania rzeczywistości, ukrywania faktów - powiedział Donald Tusk. W sprawie jego lotów, gdy był premierem, stwierdził, że nic nie było ukrywane i według jego wiedzy wszystko było zgodne z prawem.

- To, co mnie uderzyło w tej sprawie, w sprawie marszałka Kuchcińskiego, ale nie tylko bo przecież dotyczy to wielu, innych osób, to ta nadzwyczajna skłonność do zakłamywania rzeczywistości, do ukrywania faktów, do używania na przykład urzędników, którzy są od podawania informacji, do tego, aby tę informację zaciemniali - mówił Tusk w TVN24.

Dodał, że to, czego się "najbardziej obawiał, to nie, że ktoś leciał samolotem rządowym, jeśli ten lot jest zgodny z prawem, czy z zasadami, ale to, że na wszystkie możliwe sposoby, zakłamuje się te fakty, ukrywa się dokumenty, i robią to także wysocy urzędnicy państwowi, czy sejmowi". - To jest najbardziej niepokojące - podkreślił.

Tusk stwierdził, że kwestia jego lotów była opisywana jeszcze w czasie, kiedy był premierem. - Do dyspozycji opinii publicznej, mediów była cała dokumentacja. Nigdy niczego nie ukrywaliśmy i - według mojej wiedzy - wszystko to, co dotyczyło tych lotów, było zgodne z prawem. Dzisiejsze sugestie, że z samolotu korzystała moja rodzina, są - delikatnie mówiąc - pewnym nadużyciem - powiedział były premier.

- Jeśli na zaproszenie papieża wystosowane do mnie, do mojej żony i do mojej rodziny, lecimy samolotem rządowym - nie wydaje mi się to nadużyciem - dodał.

Dopytywany o loty na przykład z Warszawy do Gdańska, Tusk zapewnił, że jego rodzina "z zasady nie korzystała z tego typu transportu". - Był taki jeden przypadek, który został precyzyjnie opisany i się więcej nie powtórzył - powiedział.

- Jeśli chodzi o polityków PiS-u, którzy raz na jakiś czas mówią, że zrobili coś może nie najwłaściwszego i w związku z tym zapłacono na instytucje charytatywne, to z tym mamy, jak wiemy, bardzo złe doświadczenie, bo później się okazuje, że są to tylko słowa - dodał.

Pod koniec lipca Radio Zet podało, że ówczesny marszałek Sejmu Marek Kuchciński latał rządowymi samolotami wraz z rodziną. Kilka tygodni temu Kuchciński, przepraszając za loty z rodziną samolotami rządowymi, poinformował, że zdarzyła się raz sytuacja, kiedy rządowym samolotem podróżowała tylko jego żona. Kuchciński przekonywał, że w związku z przelotami, kiedy na pokładzie samolotu towarzyszyli mu bliscy, nie doszło do złamania prawa. Zadeklarował też wpłatę 28 tys. zł na modernizację sił zbrojnych za lot żony.

Kwestia lotów Kuchcińskiego była krytykowana przez m.in. polityków PO, którzy domagali się przedstawienia szczegółów lotów rządowym samolotem, kiedy na pokładzie byli bliscy Kuchcińskiego: ile było takich lotów i kto brał w nich udział.

Na początku sierpnia Kuchciński złożył rezygnację, a Sejm na nowego marszałka wybrał byłą szefową MSWiA Elżbietę Witek, natomiast Prokuratora Okręgowa w Warszawie poinformowała, że trwa postępowanie sprawdzające ws. ewentualnych nieprawidłowości w związku z lotami Kuchcińskiego.

W ostatnim czasie na stronach KPRM pojawiły się także wykazy lotów były premierów: Donalda Tuska, Ewy Kopacz, Beaty Szydło i obecnego szefa rządu Mateusza Morawieckiego.