Skoro przetrwanie wspólnej waluty na razie nie wydaje się zagrożone, nie chcą forsować reform, którym przeciwna jest opinia publiczna.
Reklama
Jeszcze latem Francois Hollande, Angela Merkel i szefowie innych państw Wspólnoty lansowali kolejne pomysły integracyjne mające przekonać inwestorów, że Euroland się nie rozpadnie. Chcieli budować unię fiskalną, bankową, i nawet nie wykluczali emisji wspólnych obligacji. Reformami, które nie wymagają zmian unijnych traktatów, europejscy przywódcy mieli się zająć na szczycie w Brukseli już w październiku, zaś przebudową wspólnotowych aktów założycielskich w grudniu.
Musimy zmierzać w kierunku federacji państw narodowych. To jest polityczny horyzont, do którego należy dążyć w nadchodzących latach – apelował w zeszłym tygodniu szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. A szef Rady Europejskiej Herman van Rompuy zaproponował powołanie budżetu z prawdziwego zdarzenia dla krajów unii walutowej oraz parlamentu Eurolandu o kompetencjach porównywalnych z narodowymi.
Sytuację zmieniła niespodziewanie pozytywna reakcja rynków na inicjatywę prezesa EBC z 6 września. Mario Draghi zapowiedział kupowanie w nieograniczonej ilości obligacji krajów Eurolandu pogrążonych w długach. W ten sposób de facto ustanowił system, w którym w skrajnej sytuacji bogatsze kraje strefy euro przejmują odpowiedzialność za finanse krajów w kłopotach. Tyle że bez żadnej konsultacji z opinią publiczną.
W Berlinie uznano, że przekazanie kolejnych kompetencji Brukseli nie jest już potrzebne. W miniony weekend minister finansów Wolfgang Schaeuble powiedział, że nie jest już aktualny termin wejścia w życie 1 stycznia 2013 r. systemu nadzoru bankowego, choć w czerwcu tak postanowili przywódcy UE. Ministrowie finansów pokłócili się też o inne kwestie: czy instytucja odpowiedzialna za nadzór ma składać się z przedstawicieli każdego z krajów, czy z niewielkiej grupy fachowców oraz czy powinna przejąć odpowiedzialność za banki dopiero, gdy zostaną zrestrukturyzowane przez władze narodowe.
Niechęć polityków do budowy federalnej Europy odzwierciedla stan opinii publicznej. Najnowsze sondaże dowodzą, że szanse na realizację tej wizji są bliskie zeru. Pierwszy, przygotowany przez Ifop dla dziennika „Le Figaro”, pokazuje, że 64 proc. Francuzów odrzuciłoby dziś traktat z Maastricht ustanawiający podwaliny dla powstania euro, który 20 lat temu w referendum poparło 51 proc. głosujących. Według 45 proc. wspólna waluta stanowi obciążenie dla gospodarki, a dla 63 proc. przyczynia się do wzrostu bezrobocia. W sondażu fundacji Bertelsmanna 65 proc. Niemców uznało, że ich poziom życia byłby wyższy bez euro, a dla 49 proc. lepiej by było, gdyby Unia nie istniała. Plany budowy federalnej Europy w nadchodzących latach są przy takim nastawieniu nierealistyczne – komentuje Juergen Michels, ekonomista Citibanku.