Analitycy zgadzają się też, że na piątkowej próbie przejęcia władzy, która była przeprowadzona wyjątkowo nieudolnie, najwięcej skorzystał człowiek, który miał najwięcej do stracenia, czyli prezydent Recep Tayyip Erdogan.
– tłumaczy PAP dziekan wydziału nauk politycznych Wschodnio-Śródziemnomorskiego Uniwersytetu w Famaguście.
O tym, że era puczów w Turcji się skończyła świadczy też, wg Sozena, fakt, że prawie natychmiast po rozpoczęciu tego ostatniego, wszystkie największe partie kraju wydały oficjalne oświadczenia, w których go potępiły. - mówi Sozen.
Wg tureckiego rządu, za piątkowym zamachem stała niewielka frakcja armii tureckiej, związana z Fetullahem Gulenem, muzułmańskim kaznodzieją mieszkającym w Stanach Zjednoczonych, którego Erdogan od kilku lat oskarża o próby zorganizowania w Turcji tzw. równoległego państwa, zmierzającego do przejęcia kontroli nad administracją. W sobotę wieczorem turecki prezydent zażądał od Waszyngtonu jego ekstradycji.
James Ker-Lindsay z Londyńskiej Szkoły Ekonomii (LSE) uważa jednak, że zamachowcy równie dobrze mogli być kemalistami, czyli tradycyjnymi zwolennikami Kemala Ataturka i stworzonej przez niego Republiki Tureckiej, której świeckim podstawom ma zagrażać głęboko religijny Erdogan. - powiedział PAP Ker-Lindsay.
- mówi Ker-Lindsay.
Akademik, który od kilkudziesięciu lat zajmuje się turecką polityką, tłumaczy, że w sierpniu tradycyjnie spotyka się w Turcji Najwyższa Rada Wojskowa, która decyduje o tym, kto w armii zostanie awansowany, kto przeniesiony na mniej ważną pozycję, a kto zmuszony do przejścia na wcześniejszą emeryturę. - spekuluje.
Także Sozen podaje sierpniowe spotkanie Najwyższej Rady Wojskowej jako jeden z powodów, dlaczego pucz odbył się właśnie teraz. mówi Sozen. Obaj eksperci zgadzają się także co do faktu, że powodem do zamachu stanu były też wzrastające wśród pewnych elementów w armii obawy o przyszłość kraju.
mówi Ker-Lindsay. Dodaje, że prawdziwą ironią losu jest fakt, że piątkowy pucz prawdopodobnie ułatwi tureckiemu prezydentowi osiągnięcie tego ambitnego celu.
mówi Ker-Lidsay.
Sozen z kolei twierdzi, że podczas gdy udany przewrót byłby dla Turcji katastrofą, fakt, że w ogóle miał miejsce, także będzie miał negatywne skutki, ponieważ da Erdoganowi powód do umocnienia władzy i dalszej bezwzględnej eliminacji jakiejkolwiek opozycji. mówi Sozen.
Ani Ker-Lindsay, ani Sozen nie wierzą jednak, aby pucz był wydarzeniem zainscenizowanym przez rząd właśnie dla osiągnięcia powyższych celów. - powiedział Ker-Lindsay. - dodał.
Innego zdania jest jednak Cengiz Aktar, historyk ze Stambulskiego Centrum Politycznego, który z kolei mówi PAP, że im bardziej szczegółowo przygląda się wydarzeniom z ostatnich dni, tym bardziej jest przekonany, że pucz był rządową manipulacją. - analizuje Aktar.
Dodaje, że fakt, iż już w kilka godzin po rozpędzeniu zbuntowanych oddziałów, nastąpiły tak duże czystki, w wyniku których aresztowano prawie 2000 żołnierzy a zwolniono z pracy ponad 2700 sędziów, oznacza, że rząd nie działał z zaskoczenia, tylko miał przygotowane zawczasu listy. mówi Aktar.
Nad tym, co tak naprawdę zaszło w Turcji w piątkową noc, zastanawia się takżez wydziału nauk politycznych Technicznego Uniwersytetu Bliskiego Wschodu (METU).
mówi PAP Ozdemir.
Jak podkreśla, .
Międzynarodowy konsultant polityczny Yoruk Isik idzie jeszcze dalej i dopuszcza możliwość, że w nocy z piątku na sobotę doszło do tajnego porozumienia między Erdoganem a tureckimi siłami zbrojnymi.
- mówi PAP Isik.
Wszyscy eksperci zgadzają się, że jedyną stroną, która skorzystała na nieudanej próbie przejęcia władzy w Turcji, jest Erdogan. Pozycja armii uległa dalszemu osłabieniu. Wzmocniła się natomiast znacznie pozycja policji, która razem z siłami bezpieczeństwa odegrała dużą role w procesie odbijania strategicznych budynków zajętych przez puczystów. mówi Ozdemir. Rząd turecki ogłosił, że od dziś 15 lipca będzie obchodzone w całym kraju jako Święto Obrony Demokracji.