Dziennik Gazeta Prawana logo

Jugendamt odebrał im dzieci. Polki apelują do premier Szydło o pomoc

15 czerwca 2017, 15:03
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Matka z dzieckiem obserwująca nadciągającą burzę
Matka z dzieckiem obserwująca nadciągającą burzę /Shutterstock
Matki zrzeszone w Stowarzyszeniu Rodziców Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech apelują do polskiego rządu o pomoc w odzyskaniu dzieci odebranych przez Jugendamt. „Chcę głośno mówić, co się stało, bo przeżywamy wielki dramat” - powiedziała w czwartek podczas konferencji Berlinie jedna z nich.

W spotkaniu wzięły udział cztery polskie matki z różnych rejonów Niemiec, którym Jugendamt zabrał łącznie dziewięcioro dzieci.

Prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech Wojciech Pomorski mówił dziennikarzom, że "traktat polsko-niemiecki powinien zostać wypowiedziany, ponieważ nierespektowane są prawa polskich obywateli mieszkających w Niemczech".

- - apelował Pomorski.

"Zabrali mi dzieci, bo nie znam niemieckiego"

- - powiedziała Aleksandra Urbanik, której w maju br. niemiecka organizacja odebrała dwóch synów. Jak wyjaśniła, zabranie 2-letniego Natana i 8-letniego Konrada tłumaczono zbytnią ruchliwością i agresją u dzieci. - - wyznała.

Weronice Drozdowskiej, mieszkającej na co dzień w Lubece, Jugendamt odebrał w kwietniu br. piątkę dzieci w wieku: 2, 5, 7, 10 i 12 lat.

- - mówiła przez łzy kobieta.

Marzena Kosińska z Berlina walczy o powrót do domu 5-letniego syna Eryka. - - opowiedziała. Eryk, przebywający od przeszło 2 lat w niemieckiej rodzinie zastępczej, mówi wyłącznie w języku niemieckim.

- - podkreśliła Kosińska.

"Dokumenty nielogiczne i nic nie warte"

Wiceprzewodniczący stowarzyszenia Uwe Kirchhoff powiedział, że w swej działalności zetknął się nie raz z przypadkami manipulowania rodzicami i dziećmi przez Jugendamty, a nawet z przypadkami "jawnego rasizmu".

- - wyjaśnił Kirchhoff, który przez ponad 12 lat sam pracował w urzędach do spraw dzieci i młodzieży. Jak twierdzi, zrezygnował z tej pracy z powodów etycznych.

Odnosząc się do konkretnych spraw czterech Polek uczestniczących w spotkaniu, Kirchhoff zarzucił niemieckim urzędnikom niekompetencję i brak neutralności, również światopoglądowej i wyznaniowej. Psycholodzy, których proszono o opinie, nie byli jego zdaniem dyplomowanymi psychologami, tłumacze, z których usług korzystały Jugendamty, nie mieli odpowiednich kwalifikacji.

- - podkreślił. - - ocenił. Szczególnie ostro skrytykował przypadki zakazywania porozumiewania się rodziców z odebranym im dzieckiem po polsku.

Interesy ekonomiczne

Zdaniem wiceprzewodniczącego stowarzyszenia Jugendamty kierują się w swojej działalności "w sposób dominujący" interesami ekonomicznymi. Jak zaznaczył, koszty miesięcznej opieki nad odebranym dzieckiem szacowane są na 12 tys. euro. Współpracujące z Jugendamtami firmy oferujące opiekę zarabiają krocie - uważa Kirchhoff.

Kirchhoff powiedział PAP, że znaczna część przepisów dotyczących działalności Jugendamtów pochodzi z lat 30. ubiegłego stulecia, czyli czasów III Rzeszy. - - zauważył. Kirchhoff zaznaczył, że konflikty o dzieci między Jugendamtami a rodzicami nie są sprawą wyłącznie polsko-niemiecką. W ubiegłym roku doszło do 78 tys. przypadków przejęcia przez instytucje państwowe opieki nad dziećmi. Większość przypadków dotyczyła rodzin niemieckich.

Komisja petycji Parlamentu Europejskiego przyjęła kilka lat temu krytyczny raport w sprawie Jugendamtów. Komisja badała skargi rodziców z różnych państw UE, którzy zarzucali Jugendamtom utrudnianie lub wręcz uniemożliwianie im kontaktu z dzieckiem w przypadkach, gdy sąd orzekł dostęp rodzicielski pod nadzorem.

W Polsce głośne były sprawy rozwiedzionych Polaków mieszkających w Niemczech, którzy skarżyli się, że niemieckie instytucje uniemożliwiały im posługiwanie się językiem polskim w czasie nadzorowanych spotkań z dziećmi. Podobne problemy zgłaszali też rodzice z Francji i Włoch.

Jugendamty powstały w latach 20. XX wieku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą, zdeprawowaną w wyniku wojny. Po dojściu do władzy w 1933 roku naziści włączyli sieć tych placówek do swojego systemu wychowawczego. Obecnie działalność urzędów do spraw młodzieży znajduje się w gestii niemieckich krajów związkowych (landów).

W przypadkach zaniedbania dzieci przez opiekunów lub znęcania się nad nimi, nierzadko Jugendamty krytykowane są za opieszałość i brak zdecydowania; z drugiej strony zarzuca się im ingerowanie w życie rodzin i naruszanie prywatności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj