Bierezowski, który w latach 90. w tajemniczy sposób dorobił się fortuny na państwowych kontraktach, na razie nie podzieli losu innego rosyjskiego multimiliardera Michaiła Chodorkowskiego. Nie będzie więc musiał - tak jak Chodorkowski, który siedzi za niepłacenie podatków od zysków swojej firmy Jukos - pracować w łagrze i walczyć o przetrwanie wśród współwięźniów.

Bierezowski uciekł do Wielkiej Brytanii już w 2000 roku. Musiał, bo podpadł władzy. Kreml miał na niego haki w postaci licznych zarzutów o majątkowe wyłudzenia. Dzisiejszy wyrok zapadł w sprawie nieprawidłowości w liniach lotniczych Aerofłot, nad którymi Bierezowski przejął kontrolę w latach 90. Sąd stwierdził, że przez Bierezowskiego linie lotnicze straciły prawie 215 milionów rubli, czyli równowartość około 20 milionów złotych.

Sam Bierezowski twierdzi, że to nagonka z polecenia Putina. Prezydent Rosji ma mścić się na miliarderze za to, że ten nie chciał zabić Aleksandra Litwinienki - byłego agenta KGB, który po tym jak zdradził kulisy brudnych rozgrywek rosyjskich władz, został otruty radioaktywnym polonem.

Zagraniczni obserwatorzy nie mają wątpliwości, że termin, w którym zapadł wyrok na Bierezowskiego, nie jest przypadkowy. Chodzi o stworzenie odpowiedniej atmosfery przed niedzielnymi wyborami do rosyjskiego parlamentu. W niedzielę o miejsca w Dumie powalczy również prokremlowska partia Jedna Rosja.

To dlatego ostatnio zatrzymano m.in. Garri Kasparowa, byłego mistrza świata w szachach, a obecnie czołowego działacza rosyjskiej opozycji. Został skazany na pięć dni aresztu za udział w sobotniej demonstracji antykremlowskiej. Nękani są również inni działacze tacy jak obrońca praw człowieka Władimir Bukowski, który jest legitymowany pod byle pretekstem.