Taka przewaga mandatów oznacza, że partia Władmira Putina będzie mogła sama zmieniać konstytucję. Pozostałe ugrupowania będą miały niewiele do powiedzenia w nowym parlamencie, a w wyborach przepadły partie demokratyczne.

"Naszym zdaniem, wybory te nie spełniły wielu kryteriów przyjętych w Europie. Dlatego nie możemy nazwać ich wolnymi" - oświadczył na konferencji prasowej w Moskwie szef misji Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE, Goran Lennmarker.

Z kolei szef misji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Luc van der Brande oznajmił, że wybory parlamentarne w Rosji nie były sprawiedliwe. "W kraju tym nie ma realnego podziału władz" - powiedział.

Według danych Centralnej Komisji Wyborczej, Jedna Rosja zdobyła 64,1 procent (315 miejsc), rywali zostawiła daleko w tyle. Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej Giennadija Ziuganowa ma 11,6 proc. głosów i 57 miejsc. Populistyczna Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji Władimira Żyrinowskiego - 8,2 proc. głosów i 40 mandatów. Poparcie dla lewicowo-populistycznej Sprawiedliwej Rosji Siergieja Mironowa to 7,8 proc. Wystarczyło to do zdobycia 38 miejsc w Dumie.

Siedmioprocentowego progu wyborczego nie przekroczyła żadna z partii demokratycznych - ani Jabłoko, ani Sojusz Sił Prawicy. Nie będzie ich więc w Dumie

Wyniki te różnią się jedynie nieznacznie od podanych wieczorem po przeliczeniu 30 procent głosów, jak i od sugerowanych przez sondaże powyborcze - exit polls. Frekwencja wyniosła 62 procent.

Komuniści są jednak niezadowoleni z wyniku. Już zapowiedzieli, że zaskarżą wybory. Opozycja grzmi, że były one najbardziej nieuczciwe w historii Rosji.