Gdybym był panem Prigożynem, pozostawałbym bardzo zaniepokojony. NATO ma politykę otwartych drzwi, Rosja ma politykę otwartych okien - stwierdził Blinken, czyniąc aluzję do serii podejrzanych zgonów wśród rosyjskiej elity.

Reklama

Jak zaznaczył w rozmowie podczas konferencji bezpieczeństwa w Aspen w stanie Kolorado, choć nie wiadomo, jakie będą dalsze skutki czerwcowego buntu Grupy Wagnera, to pojawienie się najemników na Białorusi jest "złe dla Białorusi, bo gdziekolwiek pojawi się Wagner, podążają za nim wyzysk, śmierć i destrukcja".

Kolejne ostrzeżenia

Blinken jest kolejnym wysokiej rangi przedstawicielem administracji USA, który w ostatnich dniach mówi o możliwej zemście Władimira Putina na Prigożynie. Wcześniej prezydent Joe Biden stwierdził w Helsinkach, że na miejscu właściciela Grupy Wagnera "uważałby na to, co je" i "trzymał oko na swoim menu". Z kolei szef CIA Bill Burns powiedział, że radziłby Prigożynowi, by nie zwalniał osoby, która testuje jego jedzenie.

Odnosząc się do wyjścia Rosji z Czarnomorskiej Inicjatywy Zbożowej, Blinken powiedział, że USA pracują z partnerami nad alternatywnymi opcjami, jednak przyznał, że nie jest możliwe, by dało się zastąpić takiej ilości towarów eksportowanych w ramach inicjatywy.

To dlatego, że dla przewoźników i ubezpieczycieli, biorąc pod uwagę groźby - i więcej niż groźby, działania, które podjęła Rosja w ostatnich kilku dniach - byłoby bardzo trudno operować w tym środowisku. Dlatego szukamy alternatyw. Szukamy opcji, ale po prostu nie sądzę, byśmy mogli zastąpić ten wolumen - powiedział sekretarz stanu USA.

Reklama

Odnosząc się do wezwania szefa komisji spraw zagranicznych Kongresu, Republikanina Michaela McFaula, by nominować specjalnego wysłannika ds. rozmów pokojowych na Ukrainie, Blinken stwierdził, że Rosja nie przejawia żadnej ochoty do podjęcia takich rozmów. Zaznaczył, że Putin wciąż uważa, iż może przeczekać Zachód i że należy pozbawić go tych złudzeń.

Gdyby doszło do zmiany w nastawieniu prezydenta Putina, może byłoby jakieś otwarcie. W tej chwili tego nie widzimy - ocenił szef amerykańskiej dyplomacji.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński