Może dlatego, że jestem naturalny? Nie jestem sztucznie dopasowany do programu. Jest odwrotnie - mój program jest stworzony pode mnie. Od pierwszej do ostatniej minuty nie
wstydzę się w nim być sobą, nawet jeżeli to oznacza bycie śmiesznym. Równie ważne jest też to, że ja po prostu kocham to, co robię. Kiedy jadę do pracy samochodem, potem wjeżdżam windą
w budynku, cały czas cieszę się, że idę do pracy. Widzowie muszą to zauważać. Podobnie wyczuwają innych ludzi telewizji: autentyzm i zaangażowanie Ewy Drzyzgi czy dystans połączony z
lekką ironią u Macieja Orłosia. I dlatego ich doceniają.
Wildstein czy Wojewódzki po prostu budzą skrajne emocje. Taka jest ich rola. Jedni ich kochają, inni nienawidzą. Co do Tyńca to nie mam pojęcia, dlaczego nie jest lubiany. Może widzowie pewne
osoby wolą oglądać w teatrze czy w kinie i nie kupują aktora prowadzącego teleturniej.
To strasznie miłe. Naprawdę bardzo mnie to cieszy. Ale na takie rankingi trzeba uważać, bo niestety łatwo pod ich wpływem może uderzyć woda sodowa. Człowiek zaczyna wierzyć, że jest
najlepszy i niezastąpiony, że jest mistrzem świata. A od tego można szybko i boleśnie upaść.
p
jest satyrykiem i prezenterem, prowadzi w TVN własny show