. "Grupy uderzeniowe” do ostatniej odprawy we wtorek o świcie nie wiedziały, kogo będą zatrzymywać.
>>>Policjant informatorem mafii?
"Wiedzieliśmy, że mamy doczynienia z rasowymi bandytami. . Obstawiliśmy blisko dwadzieścia mieszkań i domów, gdzie kryli się przestępcy" - mówi oficer policji. "" - dodaje rzecznik komendanta stołecznej policji Marcin Szyndler.
>>>Początek wojny gangów o Warszawę
Jednak - jak ustalił DZIENNIK - policjanci nie znaleźli Andrzeja P. "Salaputa”, czyli bossa tzw. "grupy markowskiej”. W akcję jego odnalezienia włączyło się Centralne Biuro Śledcze. "Nie wiemy, co się stało. " - przyznaje oficer stołecznej policji. Sprawa jest o tyle niepokojąca, że . Wśród nich jest gangster o pseudonimie "Komandos”, który
>>>Brutalny bandyta ośmieszył policjantów
"Podejrzewamy, że wszyscy tworzyli zorganizowaną grupę przestępczą kierowaną przez <Salaputa> Mają na koncie wymuszenia haraczy, rozboje, handel narkotykami, a także czerpanie zysków z prostytucji i usułowanie zabójstwa" - wylicza oficer. Zaledwie . Centralne Biuro Śledcze zaalarmowało wtedy, że stolicy grozi kolejna, niebezpieczna wojna gangów. Śmiertelnie raniony został wtedy jeden z bandytów.
>>>Policjanci przeżyli akcję jak w filmie
"Ludzie <Salaputa> skłócili się z inną rosnącą w siłę grupą dowodzoną przez <Belmondziaka>. Zapowiedzieli, że będą się mścić za życie swojego kompana. Nasza akcja miała zapobiec rozlewowi krwi. Niestety nie mamy najważniejszej postaci" - mówi oficer stołecznej policji.