Najpierw zadzwoniliśmy do szpitala przy ul. Solec w Warszawie:
Kilka dni temu wróciłem z Meksyku i właśnie się źle poczułem...
Proszę zadzwonić do przychodni. Lekarze rejonowi się tym zajmują.
Dzwonimy do przychodni:
: 3 dni temu wróciłem z Meksyku. Mam stan podgorączkowy (...) dzwoniłem do szpitala, ale odesłali mnie do przychodni (...) Ale nie wiem, czy to rozsądne, żeby się pakować do
publicznej komunikacji...
: No cóż, no może na 13. Pan przyjdzie?
Nie wiem, czy to jest rozsądne, żebym się szwendał po osiedlu?
Proszę Pana, no jakichś innych zaleceń no nie mamy, po prostu
Proszę Pani, ale ja nie wiem, czy to karetki nie trzeba, czy coś
Bez przesady. Tym bardziej że niekoniecznie to jest
Ostatecznie, rozmawiamy z lekarką na dyżurze, która otwarcie mówi, że nie ma pojęcia, co w takiej sytuacji robić:
Do szpitala zakaźnego proszę dzwonić
: Dzwoniłem do szpitala, ale oni mnie odsyłają do przychodni.
Ja dzwonilem do szpitala, ale oni mnie odsylaja do przychodni. (...)
Ja tego nie rozumiem. Przecież to moze być ta grypa! Prosze Pana, no ja się muszę zorientować, gdzie Państwo się macie.. Jeszcze w telewizji o tym trąbią...(...)
Dobrze, proszę Pana, proszę zadzwonić uprzejmie do szpitala.
Tak, ale oni mnie odesłali...
Szpital zakaźny Pana nie chce?
Wie Pani, ja zadzwoniłem do szpitala na Solcu
Aha, i co?
No i powiedzieli, żebym dzwonił po przychodniach
No ale nikt Pana nie przyjmie z podejrzeniem świńskiej grypy, no na Boga żywego
No tak, ale nie wiem. Ja mam tutaj siedzieć i chorować na tę grypę?
To proszę zgłosić się do swojego lekarza. Albowiem nie ma innego wyjścia. I starać się nie kichać na lekarza.
Pod koniec rozmowy wyjaśniliśmy pani doktor, że sprawdzamy prawdomówność ministra zdrowia, który stwierdził, że służba zdrowia wie, co robić, gdy wybuchnie epidemia.
No i bardzo dobrze. Bo ktoś w końcu musi z tym zrobić porządek.