"Spodziewaliśmy się, że to będzie ciężka interwencja i dlatego już wcześniej prosiliśmy o asystę policji" - dodaje rozgoryczona Karpiuk-Suchecka. Rzeczywiście pod halą doszło do prawdziwej bitwy. . Usłyszą zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza, zaatakowania pracownika ochrony, zmuszenia funkcjonariusza do odstąpienia od czynności służbowych oraz niszczenia mienia.
Według ekspertów tego mozna było uniknąć. O tym, że kupcy szykują się do walki w obronie KDT, było wiadomo znacznie wcześniej. Już w poniedziałek handlarze zapowiadali, że zabarykadują się w hali i nie wpuszczą do niej komornika. "I właśnie dlatego " - mówi były antyterrorysta Jerzy Dziewulski.
>>>35 rannych osób w zamieszkach pod halą
"Początkowo wszystko było poprowadzone dobrze. Komornik zjawił się w asyście ochrony i z kilkoma zwykłymi policjantami. To dobrze, że nie towarzyszyli im funkcjonariusze z prewencji, bo mogło tylko zdenerwować ludzi. To była ostatnia trafna decyzja, jaką podjęła policja w tym konflikcie" - dodaje Dziewulski.
pojawiły się dopiero około południa, po czterech godzinach od rozpoczęcia zamieszek. "Wtedy na opanowanie tłumu było już za późno" - twierdzi Dziewulski.
Podobnie uważa kryminolog, prof. Brunon Hołyst. ", które już na samym początku zaprowadziłyby porządek. Potem tłum się nakręcił, a zamieszki rozlały się na całą okolicę" - mówi Hołyst. Na dodatek - jak ocenia - policjanci zbyt długo zwlekali z podjęciem decyzji o użyciu siły, mimo że sytuacja stawała się coraz bardziej napięta.
Komornicy są innego zdania. "Prosiliśmy nie o asystę, a pomoc. Sytuacja była do przewidzenia, bo osoby zatrudnione w KDT zapowiadały, że hali będą bronić. " - tłumaczy Karpiuk-Suchecka.
>>>Prezydent Warszawy: Czas rozmów się skończył
. Zapewnia, że akcja była poprowadzona poprawnie. "Posiłki ściągnęliśmy dopiero wtedy, gdy zagrożone było mienie i życie ludzi" - mówi rzecznik prasowy stołecznej policji Marcin Szyndler. "Wcześniej nie mieliśmy podstaw do użycia siły" - dodaje.
"Wstępnie można powiedzieć, że " - mówił w środę rano w TVN 24 Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji. "Na szczegółowe analizy dopiero przyjdzie czas" - podkreślił.