Jeśli proces zostanie rozłożony na dwa lata, to w przyszłym roku do pierwszej klasy pójdą wszystkie siedmiolatki i starsza połowa sześciolatków. A w 2010 r. pozostała część, wtedy już siedmiolatków i sześciolatki. Niewykluczone jednak, że proces potrwa trzy lub cztery lata. O korzyściach i zagrożeniach wynikających z planowanych zmian zapytaliśmy szefową MEN Katarzynę Hall.

ARTUR GRABEK: Obniżenie wieku szkolnego stało się teraz jednym z priorytetów działań rządu. Dlaczego jest to tak ważne?
KATARZYNA HALL: W zdecydowanej większości krajów europejskich dzieci idą do szkoły w wieku 6 lat, ale są też kraje, gdzie do szkół trafiają pięciolatki. Nasz system edukacyjny jest zatem archaiczny. Jesteśmy obecnie w dołku demograficznym, dlatego można tę operację przeprowadzić przy w miarę stałym zatrudnieniu i bez ogromnych nakładów finansowych.

Jakie korzyści daje to dzieciom?
Im młodsze dziecko, tym łatwiej je zmotywować do nauki. Wcześniej zachęca się je do czytania, pisania czy malowania. Łatwiej przychodzi mu potem nauka. Po za tym młodsze dzieci mają zupełnie inne nastawienie do życia w grupie niż te, które wychowują się w domu i opiekują się nimi rodzice czy babcia. A już zupełnie nieporównywalne korzyści płyną dla tych najmłodszych, którzy wywodzą się z zaniedbanych środowisk. Te dzieci, trafiając do szkoły, są przestraszone i najczęściej starają się wyróżnić negatywnym zachowaniem.

Przeciwnicy tego pomysłu, przekonują, iż posadzenie sześciolatka w szkolnej ławie będzie dla niego szokiem. Bo w tym wieku dziecko potrzebuje regału z zabawkami i dywanu, na którym może się bawić.
Z obniżeniem wieku szkolnego wiąże się zmiana metod pracy. Zostanie przygotowany nowoczesny program nauki dostosowany do intelektu sześciolatka. Już teraz w nauczaniu najmłodszych klas szkół podstawowych nauczyciele mogą dowolnie kształtować czas nauki. W klasach są też regały z zabawkami. I to się nie zmieni. Najmłodszymi będą zajmować się także ci nauczyciele, którzy teraz uczą w zerówkach.

Pójście do szkoły w wieku 6 lat to krótsze dzieciństwo.
Czy siedzenie w domu z bezrobotnymi rodzicami jest szczęśliwym dzieciństwem? Dzieci z dobrze sytuowanych rodzin najczęściej uczestniczą już w jakichś zajęciach edukacyjnych. Idea obniżenia wieku szkolnego zakłada, że miejsca w przedszkolach zarezerwowane teraz dla sześciolatków zajmą wkrótce pięciolatki. Chciałabym, aby z czasem obowiązek przedszkolny objął właśnie te dzieci. Nie będzie to dzisiejsza zerówka, ale czas zabawy. Korzyść polega na tym, że te dzieci będą już w systemie edukacji. A tylko w ten sposób można uniknąć tzw. dziedziczenia wykluczenia społecznego. To jest szansa dla tych dzieci, którym nikt nie czyta bajek, nie kupuje kredek czy klocków. Gimnazjalistę, który pochodzi z takiego środowiska, bardzo trudno jest zmotywować do nauki, bo taką postawę wyniósł z domu. Gdy jest kilkulatkiem, o wiele łatwiej jest go zainteresować światem.

Do matury będzie podchodzić się w wieku 18 lat.
To też nie jest bez znaczenia dla młodych ludzi, którzy wcześniej trafią na uczelnie, a potem na rynek pracy. Poza tym zniknie dylemat, czy 19-latek może sam usprawiedliwiać swoje nieobecności i palić papierosy.

Zmiany mają wejść w życie do 1 września 2009 r.
Tak. I już dziś zachęcam rodziców, by od września zapisywali pięciolatki do przedszkoli. Być może to one będą prekursorami obniżenia wieku szkolnego. Może właśnie w pierwszej kolejności wcześniej do szkoły powinny pójść te dzieci, które chociaż rok spędziły w przedszkolu. Teraz rozważamy kwestię, czy proces będzie rozłożony na dwa, trzy czy cztery lata.