Przyszła do nas we wtorek około godziny 11. Akurat dobrze się stało, że o tej godzinie nie było żadnego innego pacjenta w przychodni. Byłam tylko ja i
pielęgniarka. Kobieta powiedziała, że objawy pojawiły się w nocy z niedzieli na poniedziałek. Skarżyła się na bóle mięśniowe, miała stan podgorączkowy i katar. Wszystko wskazywało, że
to zwykłe przeziębienie lub grypa.
Tak. Przy okazji rozmowy okazało się, że 2 maja wróciła z Filadelfii. Wracała wtedy samolotem przez Nowy Jork. Kobieta był przestraszona, bo w samolocie dostała ulotki o wirusie A/H1N1. Od
razu więc zastrzegła, że tam skąd przyleciała nie ma ogniska choroby. Ale ja musiałam wdrożyć procedury w takiej sytuacji: zawiadomiłam sanepid, a potem szpitalny oddział zakaźny w Mielcu.
Tam, bo to najbliższy taki oddział.
Nie. Od razu przystąpiliśmy do odkażania całego gabinetu, gdzie przyjmowałam chorą. Zdezynfekowaliśmy wszystkie sprzęty, zastosowaliśmy lampę bakteriobójczą i spaliliśmy używane
elementy jednorazowe. Mi i pielęgniarce podano leki antywirusowe. To nie pierwszy raz, kiedy mamy do czynienia z zakażeniem. Nie ma sensu rozbudzać paniki.
p
* Dr Barbara Stawiasz jest lekarzem w Niepublicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej "Eskulap" w Tarnobrzegu, do której we wtorek zgłosiła się 58 - letnia pacjentka z wirusem A/H1N1