Reklama

Ok. 300 dyplomatów akredytowanych w Polsce to oficerowie obcych służb specjalnych - ujawnia raport ABW za 2010 r. Szef Agencji Krzysztof Bondaryk podkreśla, że część z nich to oficerowie łącznikowi różnych służb.

"Na 2 tys. dyplomatów to nie jest duży procent, ale wystarczający do prowadzenia czasem działań niezgodnych z polskim prawem" - powiedział Bondaryk na czwartkowej konferencji prasowej. Nie ujawnił, z których krajów pochodzi tych 300 dyplomatów.

Podkreślił, że oficerowie ci mogą korzystać z jawnych źródeł i jawnych kontaktów. Zaznaczył, że ewentualne wydalenie osoby prowadzącej działalność sprzeczną ze statusem dyplomaty to ostateczność, która zawsze powoduje retorsję drugiego państwa, wobec czego polskie służby korzystają z tego "bardzo ostrożnie". Szef ABW zdradził, że Agencja przygotowuje projekt zmiany prawa karnego co do przestępstwa szpiegostwa - dziś warunkiem karalności działań obcego wywiadu w Polsce jest wymierzenie ich w nasz kraj; ABW chce, by karać każdą taką działalność w Polsce.

W raporcie napisano ponadto, że w kwietniu 2010 r. z Polski wydalono Pakistańczyka, który usiłował zbudować w naszym kraju podstawę logistyczną działalności terrorystycznej. Bondaryk ujawnił, że mężczyzna był podejrzewany o członkostwo w organizacji terrorystycznej Lashkar e-Toiba, odpowiedzialnej za krwawe zamachy w Bombaju w 2008 r., i został przeszkolony w obozach dla terrorystów, brał też udział w walkach w Pakistanie.

Bondaryk ujawnił także, że ABW odbudowuje radiokontrwywiad, którego zakres został po przełomie 1989-1990 znacznie ograniczony, a np. służby rosyjskie nadal używają fal krótkich do łączności wywiadowczej.

ABW opisała w raporcie swe zadania, niektóre dokonania i statystyki; nie było tam zaś np. danych o liczbie podsłuchów. Ujawniono zaś, że jedynie 6 proc. zapytań o billingi kierowała do operatorów ABW.