Jak przekonuje przy tym w najczarniejszych snach nie sądził, że po tym, co na temat pedofilii w Kościele zostało już powiedziane i ujawnione, szef Episkopatu zdobędzie się na takie słowa.

- Są one przejawem braku wyczucia, delikatności, i - ostatecznie - rozsądku  - podkreśla.

Poszło o wypowiedź abpa Michalika z wtorku. To w niej duchowny przekonywał, że wielu molestowań udałoby się uniknąć, gdyby relacje między rodzicami były zdrowe. Tłumaczył przy tym, że często niewłaściwa postawa wyzwala się, kiedy dziecko szuka miłości.

- Jeśli dobrze rozumiem wywód hierarchy, to same dzieci, rodzice i współczesna, rzecz jasna, relatywistyczna kultura są źródłem tego, że księża ulegają swoim słabościom. I molestują dzieci. Krótko: winni są wszyscy, ale nie ksiądz-pedofil i instytucjonalny Kościół -  docieka także Jarosław Makowski.

Jego zdaniem największym zagrożeniem dla Kościoła nie są ani liberałowie, ani laickie media, ale sami księża i biskupi.

Wieczorem tego samego dnia abp Michalik przeprosił za swoją ewidentną pomyłkę. - To był zwykły lapsus językowy - podkreślił także rzecznik Episkopatu ks. Józef Kloch.