W październiku 2013 r. w blasku fleszy podpisano wart ponad 1,5 mld zł kontrakt na dostawę 307 rosomaków. Armia miała je otrzymać w latach 2014–2019. Umowę na dodatkowe 33 rosomaki w wersji rozpoznania technicznego (WRT są przeznaczone do pomocy uszkodzonym pojazdom w czasie walki) podpisano w czerwcu 2014 r.
–– informuje ppłk Małgorzata Ossolińska, rzeczniczka prasowa Inspektoratu Uzbrojenia, który realizuje zamówienie. – – dodaje.
ZOBACZ TEŻ: Modernizacja armii, a błędy po staremu. "Zbrojeniówka montownią">>>
Problem w tym, że na razie w kwestii zabudowy specjalnej poza WRT niewiele się dzieje. A to oznacza, że 30 – 40 sztuk rosomaków wartych 150 – 200 mln zł czeka. – – tłumaczy Michał Rumin, rzecznik Rosomak SA. Istotne jest to, że na razie wojsko ich nie odebrało, tak więc nie ruszył jeszcze okres gwarancji.
Dlaczego rosomaki nieprzeznaczone do wersji specjalnych nie trafiają do żołnierzy? Wojskowi nie potrafią zdecydować, jaki system łączności oraz detekcji skażeń ma być zainstalowany w transporterach. Norma obronna do tych drugich opracowywana jest w MON od maja 2013 r. (ukończenie prac powinno nastąpić do końca kwietnia).
Na rosomakach, które dotychczas były dostarczane, instalowany był system łączności Fonet produkowany przez WB Electronics. – – tłumaczy dalej ppłk Ossolińska. Battlefield Management System to system zarządzania polem walki. Analizy rynku dotyczące jego pozyskania były prowadzone już w 2012 r., optymistyczne założenie jest takie, że uda się wyłonić dostawcę do końca roku. Trudno ocenić, kiedy faktycznie miałby zacząć działać.
Nieoficjalnie wiadomo, że wojskowi boją się oskarżeń o to, że zainstalowanie Fonetu będzie dawało WB Electronics przewagę w przetargu na BMS. –– stwierdza Piotr Wojciechowski, prezes WB Electronics. – – wyjaśnia przedsiębiorca i dodaje, że wybór innego systemu spowodowałby konieczność zainstalowania go także w tym tysiącu pojazdów, który już armia ma.
Osoba znająca kulisy sprawy opowiada nam, że taki brak decyzyjności wojskowych może wynikać z niechęci do kooperacji między polskimi spółkami zbrojeniowymi WB Electronics i Teldat. Ci pierwsi stworzyli Fonet, drudzy system zarządzania polem walki Jaśmin. Eksperci obydwa systemy oceniają wysoko.
Jedna z teorii mówi, że poprzez zakulisowe działania spółki nawzajem blokują zakup swoich produktów przez MON.
– krytykuje generał Waldemar Skrzypczak, były wiceminister obrony narodowej, który był obecny przy podpisywaniu kontraktu. – Podsumuję to trzema słowami: niekompetencja, niekompetencja i niekompetencja.
Kołowe transportery opancerzone (KTO) Rosomak to zdaniem wielu ekspertów i żołnierzy jeden z najbardziej udanych produktów polskiego przemysłu zbrojeniowego (produkuje je Rosomak SA z siedzibą w Siemianowicach Śląskich). Jest silnie opancerzony, w niektórych wersjach zdolny m.in. do pływania. W polskiej armii używanych jest ok. 500 sztuk. Zdały one egzamin w czasie wojny w Afganistanie (straciliśmy tam ok. 20 z nich) i podczas misji w Czadzie. W ubiegłym roku na zakup rosomaków Ministerstwo Obrony Narodowej wydało nieco ponad 620 mln zł. Koszt jednej sztuki zaczyna się od ok. 5 mln zł, ale w zależności od wyposażenia. KTO mogą mieć m.in. moździerze lub w przeciwpancerne pociski kierowane) może dojść nawet do kilkunastu milionów.