Do końca roku Ministerstwo Obrony Narodowej powinno podpisać umowę na zakup pocisków powietrze–ziemia JASSM ER (Joint Air-to-Surface Standoff Missile Extended Range). Dostawa realna jest w ciągu dwóch–trzech lat.
– potwierdza w rozmowie z DGP wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki. O tym, że trwają negocjacje w tej sprawie, donosiły już media branżowe. Teraz po raz pierwszy oficjalnie została podana liczba pocisków. Chodzi o tzw. tryb FMS, czyli Foreign Military Sales, w którym to rząd zainteresowany zakupem negocjuje z rządem Stanów Zjednoczonych, a ten rozmawia z producentem. Będzie to w Wojsku Polskim broń o największym zasięgu. Jak deklaruje producent, koncern Lockheed Martin, ma ona zdolność do działania w każdych warunkach atmosferycznych oraz punktową dokładność. Zbudowane są w technologii „stealth”, przez co są trudniej wykrywane dla systemów obrony powietrznej przeciwnika.
– wyjaśnia Juliusz Sabak, ekspert ds. lotnictwa z portalu Defense24.pl.
Pociski Joint Air-to-Surface Standoff Missile Extended Range, które teraz zamówiliśmy, to ulepszona wersja JASSM, na zakup których umowę podpisaliśmy pod koniec 2014 r. – stwierdza ppłk Szczepan Głuszczak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych RP. Pierwsze F-16 będą gotowe do używania tej broni w przyszłym roku. Nabycie JASSM dwa lata temu wiązało się ze zbudowaniem niezbędnej infrastruktury do ich obsługi. Dzięki temu wdrożenie nowszych pocisków tego typu powinno być znacznie prostsze i tańsze.
Za 40 pocisków JASSM i modernizację samolotów w 2014 r. zapłaciliśmy ok. 250 mln dolarów. Teraz mówi się, że ta kwota ma się wahać między 100 a 150 mln.
– stwierdza Joe Breen z działu Business Development w Lockheed Martin Missiles and Fire Control.
Poprzedni zakup JASSM realizowany był, gdy rząd PO–PSL mówił o koncepcji odstraszania o dumnie brzmiącej nazwie „Polskie kły”. Chodziło właśnie o te pociski, a poza tym o dwa nabrzeżne dywizjony rakietowe, rozwijanie zdolności sił specjalnych oraz szersze użycie bezzałogowych statków powietrznych. Innymi słowy było to kilka programów z bardziej kompleksowego Programu Modernizacji Technicznej. Z tym, że hasło „Polskie kły” zostało stworzone na użytek piarowo-propagandowy. W Sztabie Generalnym żadna poważna koncepcja o takiej nazwie nie powstała. Warto jednak pamiętać, że tego typu zdolności odstraszania mogą być kluczowe, szczególnie gdy spojrzy się na ostatnie poczynania Rosjan w sferze komunikacyjnej. Choć ubiegłotygodniowe wpłynięcie dwóch okrętów mogących przenosić broń nuklearną nic specjalnie nie zmienia (Polska i tak jest w zasięgu olbrzymiej liczby rosyjskich rakiet mających takie zdolności), to agresja Rosji na Ukrainę jasno pokazuje, że warto być przygotowanym na każdy rozwój wypadków. Zakup tego typu pocisków oznacza, że koszty potencjalnego ataku przeciwnika będą większe.