Proces w sprawie uszkodzenia mienia w mieszkaniu syna obecnego szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska ruszył w połowie stycznia, ale Tomasz K. i drugi oskarżony Adam Z. dopiero po kilku rozprawach po raz pierwszy w czwartek zostali wezwani do sądu.
Tomasz K. nie przyznał się do winy.
- wyjaśnił oskarżony.
Mówił, że w dniu, w którym miało dojść do wybicia szyby w oknie mieszkania Michała Tuska, spotkał się z kolegą Adamem Z. i wypili kilka piw.
- mówił Tomasz K.
Przekonywał, że nie byłby w stanie trafić w okno mieszkania syna b. premiera z miejsca, w którym wtedy stał. - dodał.
Zaprzeczył też zeznaniom świadka, który twierdził, że oskarżony pytał go, czy wie, gdzie mieszka Michał Tusk.
- mówił.
42-latek sam stawił się w prokuraturze pod koniec stycznia 2018 r. po tym, jak w mediach po kilku miesiącach od zdarzenia opublikowano zdjęcia z monitoringu, pokazujące zajście.
Współoskarżony, 38-letni Adam Z. także nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. - oświadczył.
Na wniosek obrońców oskarżonych sąd zleci opinię biegłego z zakresu mechanoskopii. Adwokaci uważają, że z miejsca, w jakim znajdował się na ulicy Tomasz K., nie mógł trafić w okno mieszkania Tuska.
Następna rozprawa odbędzie się 21 listopada.
Do zdarzenia doszło 3 września 2017 r. w Gdańsku-Wrzeszczu. W mieszkaniu, które zajmuje Michał Tusk z żoną i dziećmi, nie było wówczas nikogo.
Według prokuratury, kamieniem rzucił Tomasz K., przy czym działał w porozumieniu z Adamem Z. W ocenie śledczych, obaj oskarżeni poprzez wybicie kamieniem dwóch szyb okiennych narazili właściciela mieszkania na "bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu". Mężczyznom grozi do pięciu lat więzienia.
Upubliczniając zdjęcia i film, policja nie informowała, kto mieszka w lokalu, w którym wybito szybę. To, że chodzi o rodzinę syna b. premiera, potwierdził w rozmowach z dziennikarzami Roman Giertych, pełnomocnik Michała Tuska.
W wypowiedziach w mediach i na swojej stronie w portalu społecznościowym Giertych krytykował działania śledczych w tej sprawie.
Napisał m.in.: "nie wpadliście przez kilka miesięcy na to, że jak ma się zdjęcie sprawcy i nie można ustalić jego nazwiska, to warto je upublicznić". Informował, że 4 stycznia 2018 r. wysłał do sądu zażalenie na decyzję prokuratury z końca 2017 r. o umorzeniu postępowania i zażądał upublicznienia wizerunku. "W mojej dwudziestoletniej praktyce w adwokaturze nie spotkałem takiego umorzenia, jak w sprawie kamieni rzuconych przez szybę w miejsce, gdzie przebywały na co dzień wnuki Donalda Tuska" - pisał w mediach adwokat.
Odpowiadając na zarzuty pełnomocnika Michała Tuska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk tłumaczyła w styczniu ub. roku, że postępowanie zostało zakończone decyzją o umorzeniu, bo zabezpieczone nagranie z monitoringu i inne czynności prowadzone w tej sprawie nie pozwoliły na ustalenie tożsamości sprawców. Prokurator zaznaczyła wówczas, że "umorzenie postępowania nie zakończyło czynności wykrywczych policji".