Piebiak w rozmowie z wtorkową "Rz", był pytany, dlaczego postanowił zamienić sądownictwo powszechne na administracyjne, choć od przejścia do MS zapowiadał, że wróci do sądzenia.

Reklama

W każdym pionie sądownictwa się orzeka, więc zmiana pionu z powszechnego na administracyjny jest tylko zmianą rodzaju spraw, a nie charakteru pracy. Skąd taka decyzja? Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i coś w tym jest. Niezależnie od zawodu czy służby wskazana jest od czasu do czasu zmiana. Inaczej popada się w rutynę, a to źle wpływa na jakość wykonywania obowiązków - wskazał były wiceszef MS.

Jak mówił, w sądzie rejonowym przepracował wiele lat, w okręgowym też ma kilkuletnie doświadczenie orzecznicze w delegacji stałej i czasowych. Pracowałem również w MS zarówno na najniższym stanowisku dostępnym dla sędziego, jak i na najwyższym, aktualnie jestem delegowany do Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości. Wydaje mi się, że w każdym z tych miejsc dałem sobie radę, czas więc na nowe wyzwania, jakie stawia NSA. Jeżeli tam trafię, zrobię wszystko, by być wzmocnieniem, a nie kulą u nogi - podkreślił Piebiak.

Pytany, do których izb ubiega się o awans się, odpowiedział, że do Ogólnoadministracyjnej i Gospodarczej. Oczywiście w najlepszym razie mogę dostać się do jednej, a już do której i czy w ogóle – to nie zależy ode mnie - powiedział Piebiak.

Pytany, czy liczy że wygra konkurs przed KRS, przyznał, że tak, bo gdyby uważał, że nie mam szans, to by nie startował. Czy wygram konkurs? Nie wiem, to zależy od tych, którzy podejmują decyzje, a na nie ma wpływ również ocena moich konkurentów. Zgłaszając się jednak do udziału w takiej procedurze konkursowej, nikt nie wie, kto jeszcze się zgłosi i w tym sensie świadomie podejmuje ryzyko - powiedział.

Zaznaczył, że w każdej chwili może powrócić do orzekania macierzystym SR, w którym orzekanie rozpoczął w czerwcu 2013 r. Jednak, jak już wspomniałem, staram się dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzić - podkreślił.

Były wiceminister sprawiedliwości był też pytany, na jakim etapie jest dziś sprawa afery hejterskiej, w obliczu której podał się on do dymisji. Nie wiem nic ponad to, co funkcjonuje w obiegu medialnym, tzn., że toczy się postępowanie w sprawie tej pseudoafery wykreowanej przez polskojęzyczne media. Na razie jest to afera wyłącznie medialna, więc trudno, bym ja czy ktokolwiek inny pomówiony o udział w niej zaszył się do mysiej nory, czekając, być może długo, na wyniki stosownych postępowań, które ustalą, co jest faktem, a co jedynie faktem medialnym - powiedział.