RENATA KIM: Po co narodowi są potrzebne symbole?

Reklama

WITOLD RADWAŃSKI: Symbole są ważne, bo odgrywają ogromną rolę w tworzeniu i realizacji wspólnej wizji modernizacji kraju. A Polacy są społeczeństwem podzielonym i niezdolnym do wspólnego działania. Utraciliśmy zaufanie do siebie, do sąsiadów i do władz. Ten brak zaufania powoduje, że nie potrafimy rozwiązywać problemów i realizować wspólnych celów. To ma niestety o wiele bardziej dalekosiężne skutki: niski poziom społecznego zaufania hamuje rozwój państwa. Tymczasem aby odnieść sukces na świecie, konieczna jest integracja. A symbole tę integrację ułatwiają.

A czy pojedynczy ludzie też potrzebują symboli?

Oczywiście. Symbole łączą ludzi ze sobą, dając im wspólną tożsamość i poczucie przynależności. Poprzez język symboli możemy zrozumieć, kim jesteśmy. Możemy poznać naszą kulturę, wartości, obyczaje, aspiracje i obawy. I wreszcie potrzebujemy symboli, by dzięki nim wyrażać wyznawane wartości oraz idee, jak choćby szacunek dla historycznego dziedzictwa.

Jakie są nasze najważniejsze symbole?

Te same od lat. Polacy myślą o symbolach w sposób stereotypowy. Mamy więc bardzo wąski zestaw tradycyjnych symboli typu orzeł, flaga biało-czerwona, konstytucja oraz kilka wydarzeń historycznych. Wszystkie są dobrze znane i mocno zakorzenione w naszej świadomości. Natomiast bardzo mało mamy symboli nieformalnych, społecznych, wręcz popkulturowych, wokół których też można by się integrować. A to mógłby być stereotyp Polaka jako mężczyzny, jakieś zwierzęta, krajobrazy, zapachy czy muzyka, choć niekoniecznie tradycyjny Chopin.

Brakuje nam również symboli nowych, nie dorobiliśmy się żadnego od czasu demokratycznych przemian w ’89 roku.

To nie tak, mamy przecież Lecha Wałęsę i Jana Pawła II. Ale rzeczywiście uderza brak pozytywnych symboli, które odzwierciedlałyby transformację. Nie wytworzyliśmy żadnych nowoczesnych symboli kultury, sztuki, architektury czy technologii.

Za to symbolem nauki jest dla Polaków Maria Skłodowska-Curie i Mikołaj Kopernik. Czy naprawdę nie mamy żadnych bardziej współczesnych osiągnięć?

Trzeba by o to zapytać naszych naukowców. Pamiętam, że kilka lat temu w świadomości społecznej nagle pojawił się pan Aleksander Wolszczan. Zaczął być traktowany jak współczesny Kopernik, ale przecież tak naprawdę nikt niczego nie wiedział do chwili, gdy zaczęły mówić o nim media. Więc być może w różnych dziedzinach nauki osiągamy równie spektakularne sukcesy, ale my po prostu o nich nie mamy pojęcia.

A czy można w świadomy sposób tworzyć nowe symbole?

To zasadnicze pytanie, do którego należałoby dołożyć jeszcze jedno: jak tworzyć takie symbole? Na pewno potrzebna jest jak najszersza dyskusja na ten temat, bo cokolwiek miałoby być takim symbolem, powinno być autentycznie zakorzenione w świadomości społecznej. Jeśli nie, po prostu umrze. Dlatego np. struś raczej nie stanie się symbolem narodowym Polaków. Znaczącą rolę w tworzeniu i lansowaniu nowych symboli mogą odgrywać polskie elity, media, a także nieformalne społeczności, np. internetowe.

Na razie jednak w reklamie Polski, która ma nas promować za granicą, widzimy łany kapusty i panie w ludowych strojach.

Nie jest tak źle, bo w promocji Polski pojawiają się jednak nowe symbole. Takie jak choćby słynny hydraulik. We Francji Polska kojarzy się teraz z hydraulikiem i to z pewnością ogromny postęp, bo dawniej symbolem Polaka był tam cinkciarz, cwaniak i złodziej samochodów w skórzanej kurtce.

Ale czy hydraulik to naprawdę szczyt naszych marzeń?

Teraz powinniśmy zadać sobie pytanie, kim my chcemy być, a nie tylko, kim jesteśmy? Oczywiście nie chcemy być kojarzeni jako hydraulicy, ale raczej wykształceni informatycy.Musimy więc symbol Polaka podciągnąć na wyższy poziom. Niech to będzie na przykład młoda kobieta z laptopem w ręku. Czyli informatyk emanujący współczesnością i wyzwolonym podejściem do życia.

A co mogłoby być nowoczesnym symbolem państwa polskiego?

Tu musimy myśleć w kategoriach wielkich projektów. Pytanie brzmi jednak, czy my w ogóle mamy takie projekty? Mamy autostrady i stadiony w budowie. Tylko obawiam się, że niedługo zamiast pocztówki z Pałacem Kultury w Warszawie będziemy mieli pocztówki ze Stadionem Narodowym i zrobimy z siebie idiotów. Już czuję, jak rośnie nasza wielka duma, że posiadamy taki wspaniały i nowoczesny stadion, mniej więcej 30 lat po tym, jak podobne powstały w innych krajach. Nie o to chodzi. Potrzebujemy wielkiego projektu, architektonicznie ciekawego i odważnego. Australijczycy wybudowali fantastyczną operę w Sydney. I w kraju, który jest grajdołkiem na końcu świata kojarzonym z kangurami, nagle wyrósł symbol Australii nowoczesnej, zapatrzonej w kulturę wyższą.

U nas jednak wielkich projektów jak na lekarstwo.

Zgadza się, ale możemy zacząć dużo skromniej. Moglibyśmy np. ponownie zinterpretować nasze dotychczasowe symbole. Na przykład bociana można w dzisiejszych czasach odbierać na różne sposoby: od symbolu zacofanej wsi, po skojarzenia bardziej ekologiczne, takie jak czystość i natura.

A swojskiemu bigosowi powinniśmy nadać smak kuchni fusion?

Doskonały pomysł! Takich przykładów można znaleźć mnóstwo, choć nie wszystkie muszą wypalić od razu. Tworzenie nowych symboli to praca organiczna. Wymaga zmiany świadomości społecznej, a przede wszystkim unowocześnienia naszego myślenia o Polsce i o nas samych.

*Witold Radwański, członek rady programowej Polskiego Forum Obywatelskiego