Wczoraj do sądu okręgowego w Warszawie wpłynął wniosek nowego zarządu TVP. Jego członkowie domagają się, by odwołany w sobotę prezes TVP Piotr Farfał bezzwłocznie opuścił zajmowany przez siebie gabinet. Prawnicy Bogusława Szwedy, nowego p.o. prezesa, uważają, że jest to wniosek niezależny od wpisu do KRS, który ma rozstrzygnąć, kto jest prezesem publicznej telewizji. Na jego rozpatrzenie sąd cywilny ma tydzień. Co na to Farfał? Uważa, że wniosek jest bezzasadny, i zapewnia, że wyniesie się z gabinetu na Woronicza, gdy tylko KRS nie uzna jego racji.
Podczas autoryzacji wywiadu dla "DGP" Piotr Farfał usunął niektóre pytania, które mu zadaliśmy, m.in o to, dlaczego „Wiadomości” nie informują o zmianie władz TVP.
ANNA NALEWAJK, MARCIN GRACZYK: Kto jest prezesem TVP? Pan czy Bogusław Szwedo?
PIOTR FARFAŁ*:Sprawę rozstrzygnie sąd. Moim zdaniem sam wybór rady nadzorczej, a w konsekwencji również jej uchwały są nieważne. Tak wynika z opinii, które posiadam, ale podporządkuje się każdej decyzji sądu, niezależne jaka ona by nie była. Szkoda, że druga strona nie złożyła podobnej deklaracji.
Uzna pan pierwsze orzeczenie sądu czy opuści TVP, dopiero kiedy orzeczenie będzie już prawomocne, a droga odwoławcza zakończona?
Gdy tylko będzie orzeczenie pierwszej instancji. Niezależnie od tego, czy będę apelował, czy nie, opuszczę siedzibę TVP.
To wszystko odbywa się w okropnym stylu i pan jest jednym z bohaterów, który doprowadził do tej żenady.
Jestem bohaterem wykreowanym, w przeciwieństwie do drugiej strony sporu, która te wydarzenia kreuje. Jeśli ma się jakiekolwiek poczucie odpowiedzialności za tę instytucję, to się nie robi takich rzeczy jak przychodzenie pod budynek telewizji i urządzanie publicznego spektaklu, z którego profity czerpie konkurencja.
A to nie lepiej było zaprosić pana Szwedo i z nim normalnie porozmawiać?
Nawet chciałem z nim porozmawiać. W tym celu wysłałem do osoby, która zna pana Szwedo, informację z propozycją rozładowania szkodzącej spółce atmosfery. Niestety, nie było dobrej woli z drugiej strony.
Poprzedni prezesi bez szemrania podporządkowywali się woli rady nadzorczej. Dlaczego pan nie wziął swoich rzeczy jak oni i nie wyszedł, żeby później w sądzie dochodzić swych praw.
Gdybym miał przekonanie, że ta rada została wybrana w sposób legalny, pewnie zrobiłbym dokładnie to samo. Mam jednak w tym względzie bardzo poważne wątpliwości i uważam, że jedyną instytucją powołaną do rozstrzygnięcia tego sporu jest sąd.
W swoich działaniach ma pan wsparcie ministra skarbu?
Nie sądzę. Po tych komunikatach, które wydaje pan minister, mam wrażenie, że on też chce, by ta sprawa została rozstrzygnięta przez powołane do tego instytucje w państwie.
Rozmawiał pan w ostatnich dniach z ministrem Gradem?
Nie. Powiem więcej, z ministrem Gradem widziałem się tylko raz, to było jeszcze w styczniu br. Nigdy wcześniej ani później z nim nie rozmawiałem.
Minister Grad nie jest w pana drużynie?
Nie.
Nie on, to kto?
Mam nadzieję, że pracownicy spółki, którzy też uważają, iż decyzja należy do sądu.
Do pana premiera Romana Giertycha czasem dzwonię poradzić się w sprawach prawnych. I póki co wszystkie jego sugestie i opinie o tym, co jest prawidłowe, a co nie, w stu procentach się sprawdzały.
Ale to były porady prawne czy przyjacielskie rozmowy?
Koleżeńskie porady dotyczące prawnego aspektu funkcjonowania spółki.
TVP za to płaci?
Nie, ja nigdy nie proponowałem żadnego wynagrodzenia, pan premier również nigdy go nie żądał. To były koleżeńskie rozmowy o tym, jak funkcjonuje prawo handlowe w odniesieniu do spółek, w tym również TVP.
Czyli robi to pro publico bono?
Tak to można nazwać.
A TVP odprowadza podatek za te porady? Przecież jest to forma przychodu dla spółki.
To były rozmowy między osobą, która tylko ukończyła prawo, a praktykiem, który na co dzień zajmuje się jego stosowaniem.
Nie ma pan wrażenia, że gdyby tak bardzo nie spieszył się z uruchomieniem platformy satelitarnej, to przetrwałby pan jeszcze kilka miesięcy na stanowisku?
Kilkakrotnie słyszałem takie sugestie. To świadczy o karłowatości moralnej ludzi, którzy chcą przejąć władzę nad mediami publicznymi. Poza tym to też bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że telewizja publiczna może realizować tylko te rzeczy, na które formalnie zgadza się jej konkurencja. To z kolei oznacza, że żyjemy w państwie, które nie działa i nie broni własnego majątku.
A wojna o telewizję toczy się pod hasłem: bijmy byłego neofaszystę czy bijmy się o grubą kasę?
O jedno i drugie. Kilka razy to publicznie podnosiłem. Nie mam pretensji do konkurencji TVP, że nie podoba jej się projekt platformy satelitarnej. Natomiast zastanawiające i smutne jest w tym kontekście stanowisko przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego czy rzekomych członków rady nadzorczej naszej spółki. Oznacza to bowiem, że organy powołane do stania na straży ładu medialnego i interesów TVP w istocie reprezentują podmioty trzecie.
Ale Wawrzeńskiemu, członkowi rady nadzorczej i człowiekowi Borysiuka, dał pan wcześniej służbowe mieszkanie? I kiedy inni ludzie Borysiuka byli panu potrzebni, to nie było to problemem?
Mieszkanie służbowe dałem też 15 innym osobom. Wawrzeński jako członek rady nadzorczej napisał wniosek o mieszkanie służbowe i je dostał.
Nie wierzymy, że w grudniu, kiedy wspólnie odsuwaliście PiS, nie wiedział pan, z kim się pan zadaje?
Nie wiedziałem, czy Borysiuk i jego ludzie będą chcieli kręcić lody, czy tylko odsunąć PiS od telewizji. Wszystko się wyjaśniło kilka miesięcy później. Po tym jak stanowczo odmówiłem realizacji ich interesów jego człowiek zaczął głosować za moim odwołaniem w radzie nadzorczej.
Borysiuk złożył propozycję wprost – pan zgadza się, żeby robił w TVP to, co chce, a w zamian dalej będzie prezesem?
Nie musiał. Wystarczyło, że robili to jego ludzie.