Adam Bielan wspomina, że  kancelaria prezydenta poprosiła kancelarię premiera o samolot. Do czasu katastrofy w Smoleńsku urzędnicy KPRM bardzo często przypominali, że to w ich dyspozycji pozostaje flota lotnicza.

Wtedy właśnie tupolewa prezydentowi odmówiono. Minister Arabski stwierdził, że nie ma możliwości podstawienia maszyny. Zwróciliśmy się więc do Amerykanów. A kiedy uzyskaliśmy informację, że oni mogą użyczyć nam swój samolot, przekazaliśmy to KPRM. Tupolew błyskawicznie stał się dostępny - mówi Bielan w rozmowie z "Wprost".

Dodaje, że byli w kontakcie z Amerykanami cały czas. - Kiedy wspomnieliśmy o kłopotach logistycznych prezydent Bush zaoferował Air Force Two. Gdyby nie ta oferta, to jestem przekonany, że kancelaria premiera nie wydałaby samolotu do dyspozycji prezydenta. Nie byłoby tej wyprawy - dodaje Bielan.

Bielan  opowiada też o kulisach wiecu, montowaniu przez Lecha Kaczyńskiego koalicji prezydentów i roztrzęsieniu Michaiła Saakaszwilego.
- Po wiecu, Saakaszwili zaprosił nas na kolację do restauracji, na dachu jednej z kamienic na starówce w Tbilisi. Rozciąga się z niego wspaniały widok na miasto. Tam relacjonował rozmowy z Sarkozym. Opisywał je jako przystawienie mu pistoletu do głowy. Był roztrzęsiony. Sarkozy nie pozostawił mu wyboru - albo podpisujesz, albo rosyjskie czołgi wjeżdżają do Tbilisi - wspomina Bielan.

Zdaniem eurodeputowanego, gdyby nie incydent z polskim pilotem, który odmówił lotu bezpośrednio do Tbilisi, te rozmowy mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. - Sarkozy nie pozwoliłby sobie na szantażowanie Saakaszwilego w obecności prezydentów Kaczyńskiego, Adamkusa, Juszczenki - ocenił Bielan.