Reżim Kim Dzong Una testuje na niepełnosprawnych broń chemiczną, prowadzi na nich eksperymenty, czy też kastruje ich. Ci, którzy mają szczęście, trafiają do odosobnionych wiosek daleko w górach tak, by nikt ich nie widział - pisze brytyjski "Daily Mail". Część ludzi jest porywana przez bezpiekę ze szpitali, z kolei niepełnosprawne dzieci są zabierane rodzicom. W ten sposób komunistyczny dyktator realizuje swe przerażające marzenie o zdrowym, czystym rasowo społeczeństwie

Tortury opisuje Ji Seong-ho, uciekinier z "komunistycznego raju". Mężczyzna opowiada, że dłoń i nogę stracił, gdy próbował kraść węgiel, by rodzina mogła przeżyć zimę. Przewieziono go do szpitala na zwykłym wózku towarowym, potem amputowano mu kończyny bez znieczulenia. Gdy wyrzucono go na ulice, jakoś udało mu się przejść granicę chińsko-koreańską, by żebrać o jedzenie. Gdy wrócił do kraju, dopadła go bezpieka, usłyszał, że swoim kalectwem obraził Kim Dzong Ila. Ji uciekł wreszcie z rodziną z Korei Północnej, jednak jego ojciec został schwytany i za "zdradę rodziny" skonał w obozie koncentracyjnym.

ZOBACZ TAKŻE: Korea Północna krainą dobrobytu? Kim Dzong Un chwali się jedzeniem>>>