Jest listopad 2002 roku. John Bruce Jessen, szpakowaty 53-latek patrzy, jak pięciu agentów wpada do ciemnej celi „Salt Pit”, kabulskiego tajnego więzienia CIA po wychudzonego Afgańczyka. To Gul Rahman, podejrzewany o działalność terrorystyczną. Agenci wywlekają mężczyznę na korytarz, zdejmują mu ubranie, kończyny zabezpieczają taśmą. Potem biją i zmuszają do uciekania na oślep, w kapturze na głowie. Gdy więzień upada, ciągną go po brudnej posadzce, pozostawiając za sobą krwawy ślad otartej skóry.

- Wszystko było dokładnie zaplanowane i przećwiczone - tłumaczy później Jessen śledczym.

20 listopada 2002 roku, kilka dni po jego wyjeździe z Kabulu, strażnicy znajdują półnagie i przykute do ściany ciało Afgańczyka. Z raportów wynika, że Rahman zmarł z powodu wyziębienia organizmu.

Przesłuchanie pod wodą

Kilka tysięcy kilometrów dalej, w siostrzanej placówce CIA w Tajlandii rozgrywają się podobne sceny. Do grudnia 2002 roku w Detention Site Green przebywa Abu Zubajda, uznawany za numer trzy w strukturach Al-Kaidy. Jego przesłuchania nadzoruje inny psycholog, kolega i wspólnik Jessena, James Elmer Mitchell.

Dzień po dniu każe przykuwać nagiego Zubajdę do krzesła i powtarza makabryczny seans. Agenci zakrywają mu głowę i wiążą na szyi zrolowany worek, potem biją i każą patrzeć, jak do celi wnoszona jest trumna. W końcu odchylają mu głowę, kładą na twarz szmatę i zaczynają lać na nią wodę. Mężczyzna po chwili zaczyna tracić oddech. Kilka razy wymiotuje, aż w końcu traci świadomość.

- „Waterboarding" jest obliczony na wywołanie strachu i paniki - tłumaczył Mitchell w wywiadzie dla „Vice” zasady działania okrutnej techniki. - W czasie pierwszej sesji nie oczekujesz, że więzień coś ci powie. Indukujesz strach po do, by przed kolejną sesją, kilka godzin później był gotowy z tobą rozmawiać - mówił Mitchell. W ciągu 17 dni Zubajda był podtapiany 83 razy. 

CZYTAJ WIĘCEJ: Raport senatu USA. Stare Kiejkuty to Detention Site Blue >>>>

Chalida Szajcha Muhammada, którego uznaje się za głównego architekta zamachów z 11 września podtapiano aż 183 razy. W raporcie na temat tajnego programu więzień CIA opublikowanego przez demokratów z senackiej komisji ds. wywiadu wynika, że Jessen i Mitchell własnoręcznie pilnowali, by więzień poczuł, że naprawdę tonie.

- Żaden z psychologów nie miał doświadczenia w prowadzeniu przesłuchań czy zwalczaniu terroryzmu, nie dysponował też specjalistyczną wiedzą na temat Al-Kaidy ani obszaru kulturowego i językowego" - piszą autorzy raportu.

Jakim cudem powierzono ignorantom taką „misję”? W opublikowanym dokumencie Jessen i Mitchell występują pod przybranym nazwiskiem Grayson Swigert i Hammond Dunbar. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że chodzi o właścicieli Mitchell Jessen and Associates, firmy która za swoje usługi zgarnęła od CIA 81 mln dolarów.

To oni stworzyli niesławny programwzmocnionych technik przesłuchań”, który wedle krytyków jest niczym innym, jak zbiorem brutalnych tortur.

Chorzy doktorzy

Mitchell to emerytowany psycholog wojskowy po 60. Do Sił Powietrznych wstąpił w 1975 roku, bo - jak mówił przyjaciołom - szukał przygód. Pochodził z biednej rodziny, więc wojsko było dla niego jedną z nielicznych szans na społeczny awans. Uczył się m.in. rozbrajania min na Alasce i negocjacji z porywaczami w Teksasie.

Na początku lat 80. opuścił armię, by skończyć studia a potem zrobić doktorat z psychologii. W kręgu jego zainteresowań były wtedy badania nad nadciśnieniem. Do armii wrócił w 1988 roku.....


Jessena poznał niedługo potem, w centrum szkolenia SERE, czyli w szkole przetrwania należącej do Sił Powietrznych, która znajduje się  nieopodal Spokane w stanie Waszyngton. Gdy Jessen awansował, Mitchell zajął jego miejsce.

SERE (z ang. Survival, Evasion, Resistance, Escape - czyli przetrwanie, unikanie, opór w niewoli oraz ucieczka ) to specjalistyczny trening wojskowy, który w USA zrobił karierę jeszcze w czasach wojen z Koreą i Wietnamem. Obejmował szkolenie żołnierzy na wypadek porwania przez wroga lub konieczności radzenia sobie na terenie nieprzyjaciela. Jednym z jego elementów był trening zachowań podczas pobytu w niewoli, przesłuchań i planowania ucieczki. To właśnie w czasie pracy przy tym prgramie Mitchel, Jerssen oraz ich późniejsi wsółpracownicy zbierali doświadczenia na temat psychologicznych aspektów gnębienia więźniów.

Jessen to równie ciekawa jednostka. Urodził się na farmie w Idaho, jego rodzice hodowali ziemniaki i należeli do społeczności mormonów. Jassen został nawet wybrany na biskupa mormońskiego kościoła w Spokane. Zrezygnował po tygodniu.

Jessen studiował psychologię w Utah, napisał doktorat na temat „rzeźbienia rodziny”, czyli metody w której pacjenci tworzą fizyczne obrazy rodziny, by sportretować łączące ich relacje emocjonalne.

Współpracownicy obu psychologów w rozmowach z mediami wspominają, że w szkole przetrwania obaj trzymali sztamę. Nie tylko w pracy, zdarzało im się wspólnie wyjechać w góry. O ile jednak Mitchell zasłynął jako przeciwnik zbyt brutalnych metod przesłuchań - zażądał wycofania z programu taktyki zwanej „manhandling”, po tym jak okazało się, że kilkakrotnie spowodowała ona uraz karku szkolonego pilota - to Jessen dał się poznać z zupełnie innej strony.

W czasie treningowych sesji wychodził z roli nadzorującego psychologa i zaczynał grać rolę śledczego, który brutalnie przesłuchuje więźnia. Tak bardzo wczuwał się w rolę oprawcy i był tak agresywny, że koledzy musieli go tonować pokazując mu nagranie z przesłuchania, którym dowodził.

Więzień jak pies

Mitchell pracował w mundurze do połowy 2001 roku, kiedy to przeszedł na emeryturę. Ale nie osiadł na laurach. Założył własną działalność. Po tragicznym 11 września 2001 roku zaczął uruchamiać kontakty i przekonywać, że jego wiedza może się przydać. Pracownicy CIA, którzy mieli okazję go wtedy poznać z podziwem słuchali wywodów psychologa na temat możliwości wykorzystania badań na temat „wyuczonej bezradności” na islamskich terrorystach.

Termin ten wziął się od eksperymentów dr Martina Seligmana w latach 70. na psach. Wynikało z nich, że zwierzęta rażone prądem po kilkunastu nieskutecznych próbach uniknięcia bólu kładły się na podłodze i biernie znosiły cierpienie. Popadały w depresję i nie uciekały z klatek, nawet jeśli dawano im taką możliwość.

Mitchell twierdził, że eksperyment na zwierzakach, można z powodzeniem przenieść do ludzkiego świata. Wie o tym doskonale, nad rozwijaniem teorii wyuczonej bezsilności pracował już w czasie szkoleń SERE, wykorzystując jako króliki doświadczalne młodych żołnierzy.

Nie ważne, że nie mówił po arabsku i nie był ekspertem od Al-Kaidy ani Islamu. Świeżo upieczony emeryt zrobił na CIA ta dobre wrażenie, ze ostatecznie dostał ofertę opracowania specjalnego programu przesłuchań. Miał stworzyć i wdrożyć takie techniki, które złamią ducha przeszkolonych przez Al-Kaidę bojowników i pozwolą wydobyć od nich wszystkie cenne informacje.

Wstępny katalog obejmował 12 technik. W lipcu 2002 roku program - za wyjątkiem jednej metody - ostatecznie dostał od władz zielone światło. Można było zacząć wprowadzać go w życie. Jessen, Mitchel oraz ich współpracownicy zabrali się do dzieła. 

Lista tortur

Katalog 11 „wzmocnionych technik przesłuchań” był drastyczny sam w sobie, a dodatkowo jego wykonawcy „twórczo go rozwijali”, sięgając także po metody zabronione, jak pozorowane egzekucje. Oprócz podtapiania, które powtarzano dziesiątki razy, nie bacząc na drgawki, wymioty, a nawet utratę przytomności przesłuchiwanych, bito ich i rzucano nimi o ścianę. Na porządku dziennym było pozbawianie snu i dręczenie głośną muzyką - rekordzista nie spał ponad 180 godzin. Więźniów oblewano lodowatą wodą, przetrzymywano w wyziębionych pomieszczeniach, a nawet zamykano w trumnie.


Tych, którzy stawiali opór lub prowadzili głodówkę karmiono doodbytniczo. Zubajda próbował głodówki w czasie swojego pobytu w Tajlandii, ale strażnicy powiesili go głową w dół i podłączyli do rury, w ten sposób by wszystkie substancje odżywcze spływały wprost do jelita grubego. Z raportu organizacji Physicians for Human Rights (PHR) wynika, że ta lewatywa była formą seksualnej napaści i kary.

CZYTAJ WIĘCEJ: Wyrok w sprawie więzień CIA. Polska złamała Konwencję Praw Człowieka >>>

Mitchell i Jessen zarabiali od tysiąca do 2 tys dolarów dziennie. Z czasem założyli własną firmę. W 2005 roku powstało Mitchell Jessen and Associates, którego współwłaścicielami było jeszcze pięciu mężczyzn, większość z nich to kumple psychologów z obozu przetrwania w Spokane. Dwa lata później firma zatrudniała już 60 osób.

Przez sześć lat „wzmocnione techniki przesłuchań” objęły niemal 40 więźniów. 

CIA kontra reszta świata

Kontrakt z firmą Mitchela i Jensena został zerwany w 2009 roku, kiedy CIA doszło do wniosku, że metody psychologów nie gwarantują pozyskania wiarygodnych informacji od przesłuchiwanych świadków.

Ale mleko się rozlało. Gdy metody CIA ujrzały światło dzienne w USA rozpętało się piekło. Senator Dianne Feinstein, która kierowała trwającym cztery lata śledztwem w sprawie metod działalności CIA twierdzi, że postępowanie agencji to plama na amerykańskich wartościach i historii. Feinstein przekonuje ona, że informacje zdobyte z użyciem tortur są sfabrykowane i nie mają wartości wywiadowczej.

Wzmocnione (techniki) przesłuchań” były nieskuteczne i nigdy nie dostarczyły informacji, które miałyby doprowadzić do udaremnienia „nieuchronnego zagrożenia terrorystycznego” – głosi raport.

Wskazano też, że przesłuchania CIA „wielokrotnie dostarczyły nieprawdziwych informacji”, łącznie z taką, że Al-Kaida rekrutowała Afroamerykanów.

Mitchell i Jessen po publikacji raportu tłumaczyli, że umowa zabrania im komentowania zarzutów.

- To frustrujące, bo nie mogę się bronić. Czuję się jak bohater z powieści Kafki - powiedział w rozmowie z "Bloombergiem". Dodał, że senacki raport ma na celu wyłącznie „dokopanie CIA, oczernienie nazwisk i zniszczenie reputacji ludzi, którzy zginęli, broniąc tego kraju”.

- Ludzie zapomnieli, co działo się po 11 września. Nie pamiętają, jak mówiło się, że [Al-Kaida] ma broń atomową i próbuje zdobyć broń chemiczną - tłumaczył Mitchel. Jego zdaniem dzięki przesłuchaniom udało się uchronić świat przed kolejnymi zamachami, a senacki raport został zmanipulowany.

Psychologów bronił też Michael Hayden, dyrektor CIA w latach 2006-2009. Twierdził w wywiadach, że zrobili to, bo są patriotami. - Dostarczyli rozwiązań, których CIA potrzebowała. Poza tym wszystko było autoryzowane przez prezydenta - tłumaczył.

Mitchell ma dom z basenem na w Tampie na Florydzie, twierdzi ze nie pracuje w zawodzie. Co robi Jessen? Nie wiadomo. Siedziba ich firmy w Spokane stoi pusta.

  Naukowcy na usługach CIA

Mitchell i Jessen nie byli pierwsi, a jedynie twórczo rozwinęli badania prowadzone przez swoich kolegów po fachu już na początku zimnej wojny. CIA z zazdrością patrzyło na dokonania radzieckich służb, które w czasie procesów potrafiły wymusić najbardziej nieprawdopodobne zeznania. W latach 50 NKWD było dla CIA niedościgłym wzorem, o czym świadczyć może program badań metod radzieckich przesłuchań, prowadzony przez neuropsychiatrę Harolda Wolffa z Cornell University. W efekcie okazało się, że to nie bicie, a psychologiczne tortury przynosiły najlepsze efekty. A wśród nich wymuszona bezsenność. Brzmi znajomo? 

CIA już od lat 50. testowało najróżniejsze techniki - od hipnozy, przez elektrowstrząsy po faszerowanie więźniów LSD, jako „serum prawdy”. Od 1963 r w ramach tajnego programu MK-ULTRA, którego celem było opracowanie metod kontroli umysłu, CIA finansowała około 150 projektów badawczych dotyczących technik kontroli ludzkiego umysłu. W badaniach, których praktycznym celem miało być opracowanie metod psychologicznych tortur, uczestniczyło trzech ze „100 najwybitniejszych psychologów XX wieku” Owocem tych badań był opracowany w 1963 roku tajny podręcznik dla oficerów śledczych, któremu nadano nazwę KUBARK (Kubark Counterintelligence Interrogation) i który przez lata stanowił „biblię przesłuchań”.

Alfred W. McCoy, profesor historii w University of Wisconsin-Madison w swej książce „A Question of Torture” nazywa praktyki stosowane wobec więźniów Abu Ghraib zamierzoną i przeprowadzoną z pełną premedytacją kontynuacją „naukowych” metod traktowania „osobowych źródeł informacji” CIA z czasów zimnej wojny. „Naukowość” tych metod miała polegać między innymi na tym, że w czasie przesłuchań nie lała się krew, nie wyrywano nikomu paznokci ani nie łamano nikogo kołem. Stres, jakim poddawani byli więźniowie, miał charakter psychologiczny i tym się różnił od „konwencjonalnych” tortur" - pisze McCoy.