Gangster pozwie tabloid
Sprawę o ochronę dóbr osobistych chce wytoczyć wydawcy "Super Expresu" Grzegorz K. ps. "Ojciec" uznawany do niedawna za szefa tzw. gangu obcinaczy palców. "Zrobili ze mnie bandytę i zbrodniarza" - mówi Grzegorz K. i zapowiada proces. Najbardziej nie podoba mu się, że gazeta we współpracy z policją opublikowała list gończy z jego fotografią.
- Początek wojny gangów o Warszawę
- Gang handlujący bronią i narkotykami rozbity
- Z aresztu skarży tabloid za "terrorystę"
- Wpadł szef "obcinaczy palców"
- Polityczna wojna o obcinaczy palców
- Odcięli ofierze kciuk maczetą
- Sąd uchyla areszt wobec "gangu obcinaczy palców"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mężczyzna zarzuca gazecie trzykrotne naruszenie dóbr osobistych przez publikację jego zdjęcia i danych osobowych w artykułach o gangu porywaczy, którzy obcinali palce swoim ofiarom.
W jednym z wydań "Super Expressu" zdjęcia przestępców w formie listu gończego znalazły się na pierwszej stronie gazety wraz z napisem "Milion za wskazanie porywaczy". Wśród poszukiwanych była fotografia Grzegorza K., jego imię, nazwisko i wiek. Takie same plakaty w ramach wspólnej akcji "Super Expressu" i stołecznej policji zawisły na warszawskich ulicach.
"Panowie redaktorzy zrobili ze mnie bandytę i zbrodniarza, a ja nikogo nie porywałem i nikomu nie obcinałem palców" - mówi "Wprost” Grzegorz K, który odsiaduje dziś wyrok siedmiu lat pozbawienia wolności za działanie w zorganizowanej grupie przestępczej i jedno porwanie dla okupu.
Według policji, gang kierowany przez Grzegorza K. miał na swoim koncie ponad 20 porwań. Aby skuteczniej wymuszać okup od rodzin porwanych, bandyci obcinali swoim ofiarom palce. Działali w latach 2003-2005 i mieli zarobić na kidnapingu co najmniej 7 mln zł.
"Nie mamy sobie absolutnie nic do zarzucenia" - mówi "Wprost" Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny "Super Expressu". "Ci panowie byli poszukiwani przez policję za wyjątkowo okrutne zbrodnie. Publikując ich wizerunki i dane, działaliśmy w uzasadnionym interesie społecznym. Jeśli dojdzie do procesu, to sąd będzie musiał odpowiedzieć na pytanie, czy prawo jest po stronie bandytów i zbrodniarzy, czy po stronie nas, którzy chcemy się przed nimi bronić" - tłumaczy Jastrzębowski.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!