Senator Misiak twierdzi, że za swoje błędy, czy zaniechania zapłacił wysoką cenę. Według mojej oceny mamy do czynienia z ewidentnym konfliktem interesów. Pytanie, czy kara musiała być aż tak surowa, pozostaje jednak otwarte. Być może kara dla Misiaka nie byłaby tak ostra, gdyby nie rekompensata za bezsilność wobec koalicjanta. decydując się na takie rozwiązanie osiągnął więc dwa cele.
Pierwszym i podstawowym jest to, że wszystkim w Platformie: - nie ma mowy. Trzymajcie ręce z daleka od jakichkolwiek sytuacji które mogą rodzić podejrzenia - i to nie tylko o konflikt interesów. Macie widzieć - pokazuje premier - jak kończą ci którzy wchodzą w niejasne obszary na styku polityki i biznesu. o tej sytuacji - przynajmniej w szeregach Platformy - większość osób dwa razy się zastanowi, zanim wejdzie w podobne interesy. Nie trzeba być szczególnie bacznym obserwatorem sceny politycznej, by stwierdzić, że to zbieżność czasowa ujawnienia obydwu spraw miała wpływ na wysokość kary nałożonej na senatora. W innych okolicznościach byłaby ona mniejsza.
O ile więc prewencyjny i ostrzegawczy wymiar ukarania Misiaka został osiągnięty, o tyle to dostrzegli. Powstaje pytanie, na ile ich to rozzuchwali, a na ile da im do myślenia. Albo, świadomi tego, że premier niewiele może, Jestem ciekaw wyniku sondażu przeprowadzonego za dwa tygodnie - kiedy opadnie już wrzawa i ludzie poukładają sobie obraz tego, co widzieli. Jeśli PSL dostanie wyraźny sygnał, że są to praktyki nieakceptowalne, być może Ludowcy się zreflektują i zmienią swoje postępowanie.