Dziennik Gazeta Prawana logo

Polsko-niemiecki matriks

6 lutego 2017, 08:29
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Angela Merkel i Beata Szydło
Angela Merkel i Beata Szydło/PAP Archiwalny
Fala populizmu w Europie Zachodniej często wiąże się z ciężką m.in. dla Niemców konkurencją z tańszymi firmami z Polski. W najgorszym scenariuszu Europa Zachodnia pogłębia swoją integrację, automatyzuje gospodarkę, a my jesteśmy zepchnięci na głębokie peryferia gospodarcze - bez prawdziwego dostępu do tamtejszego rynku. To właśnie ten czarny scenariusz kryje się za pojęciem Europy dwóch prędkości.

Przed nami leżą dwie pigułki. Niebieska pozwoli nadal żyć w matriksie naszych własnych wyobrażeń o relacjach z Niemcami. A w zasadzie dwóch matriksach – wersji z 2015 r., która zakładała, że w szczęśliwej rodzinie narodów europejskich nie ma lepszego przykładu pojednania i współpracy niż relacje polsko-niemieckie. Można też żyć w matriksie w wersji z 2016 r. W jego założeniach Polska powstała z kolan wsparta na ramieniu dżentelmena o imieniu Viktor i teraz, przewodząc zgodnej rodzinie narodów Europy Środkowej, daje odpór niemieckim zapędom. Obydwie te wizje łączy jedno. Są nieprawdziwe.

Mimo narracji sukcesu Niemcy w latach 2007–2015 wielokrotnie w swoich działaniach nie uwzględniały polskich interesów. Rozwijały gazowe relacje z Rosją, szukały sposobu na ograniczenie ekspansywności polskich firm usługowych i polskich eksporterów na swoim rynku. Nie brały pod uwagę polskich uwag wobec integracji europejskich i w dużym też stopniu traktowały z dystansem polskie obawy związane z pogarszaniem się sytuacji międzynarodowej. Ignorowały postulaty dotyczące praw Polaków mieszkających w Niemczech.

W 2015 r. po objęciu władzy rząd Prawa i Sprawiedliwości spotkał się z dystansem krajów Europy Środkowej wobec idei pogłębionej współpracy regionalnej. Czechy i Słowacja są zdeterminowane, aby dbać o przyjazne relacje z Niemcami i Austrią, a jednocześnie są sceptyczne wobec twardej polityki wobec Moskwy. Węgry, mimo deklaracji braterstwa, są zdecydowane na utrzymanie otwartych, własnych, a nie regionalnych kanałów komunikacji z Niemcami i Rosją. Podobnie postępują, mocno orientujące się na Skandynawię, kraje bałtyckie.

Polska asertywna postawa wobec Niemiec przybierała w 2016 r. momentami karykaturalną postać propagandy, która jest przede wszystkim nastawiona na potrzeby własnego elektoratu. Prowadzi to do sytuacji, w której obecna ekipa staje się zakładnikiem swojej własnej propagandy. Nieustanna krytyka elit oznacza, że polityka zagraniczna staje się zideologizowana, a Polska opowiada się po stronie tych sił politycznych, które są wyjątkowo niechętne naszej trwałej obecności w projekcie europejskim.

Może więc warto wybrać pigułkę czerwoną, pożegnać obydwa matriksy i relacje z Niemcami budować w oparciu o rzeczywistość. Zarówno "cud pojednania i polsko-niemieckiej przyjaźni"”, jak i "asertywna postawa i wstawanie z kolan" są jedynie sposobami budowania relacji i komunikowania się. Kluczowe jest nie to, czy z Niemcami rozmawiamy na kolanach czy stojąc, lecz to, co im mówimy.

Jedne z najważniejszych spraw to polityka energetyczna oraz surowcowa, a przede wszystkim przyszłość wspólnego unijnego rynku. Fala populizmu w Europie Zachodniej często wiąże się z ciężką m.in. dla Niemców konkurencją z tańszymi firmami z Polski. W najgorszym scenariuszu Europa Zachodnia pogłębia swoją integrację, automatyzuje gospodarkę, a my jesteśmy zepchnięci na głębokie peryferia gospodarcze - bez prawdziwego dostępu do tamtejszego rynku. To właśnie ten czarny scenariusz kryje się za pojęciem Europy dwóch prędkości.

Jasne komunikowanie się z Niemcami oznacza też zrozumienie wagi relacji pozarządowych. Polska nie ma za Odrą dobrej prasy. Narracja obecnej ekipy i jej zwolenników zakłada, że niemieccy dziennikarze są wobec PiS uprzedzeni. Warto - zamiast się obrażać - sięgnąć do przykładu Fideszu i z dziennikarzami z Europy Zachodniej rozmawiać, tłumaczyć im kontekst socjalny i ustrojowy zmian w Polsce. Warto też utrzymywać niezideologizowane kanały komunikacji z niemieckim społeczeństwem. Skoro najbardziej antyrosyjską partią w Bundestagu są Zieloni, to należy z nimi rozmawiać, nawet jeżeli są tak nielubianymi w Polsce „lewakami” i wegetarianami. Nasze relacje z Niemcami są zbyt ważne, żeby pozostawały w sferze mitów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj