Dziennik Gazeta Prawana logo

Publicystka "Gazety Wyborczej": Teraz najważniejsze są rany, jakie Jarosław Piłsudski zadaje mojemu państwu

21 września 2017, 20:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ewa Milewicz fot. Darek Golik
Ewa Milewicz fot. Darek Golik/Dziennik Gazeta Prawna
Dla mnie polityka ostatnich dwóch lat niezależnie od intencji jej autora – jednego autora – jest szczytem cynizmu i koniunkturalizmu. Po raz pierwszy od 1989 r. cała władza jest w rękach jednego człowieka - mówi Ewa Milewicz w rozmowie z Robertem Mazurkiem w "Magazynie" DGP.

Robert Mazurek: Obu stronom wojna się opłaca. Bo dzięki niej obnoszą się ze swoimi ranami, ale tak naprawdę to nie umieją uprawiać polityki inaczej.

Ewa Milewicz*: Nie interesują mnie ani rany opozycji, ani rany PiS. Teraz najważniejsze są rany, jakie Jarosław Piłsudski - tak mówię: Jarosław Piłsudski - zadaje mojemu państwu. Nie patrz tak na mnie.

Nic nie mówię, bo cóż tu komentować.

Ja wiem, że ty mi zaraz powiesz…

Nie zgaduj, co ci powiem...

Masz rację. Chcę powiedzieć, że dla mnie polityka ostatnich dwóch lat niezależnie od intencji jej autora - jednego autora - jest szczytem cynizmu i koniunkturalizmu. Po raz pierwszy od 1989 r. cała władza jest w rękach jednego człowieka.

Halo, tu Warszawa. Czy ostatnie siedem lat spędziłaś w ciepłych krajach? W latach 2010–2015 calutka władza należała do jednej partii.

Robercie Mazurek, błagam!

Nie mów do mnie jak pani z call center. Mazurek się odmienia.

Przepraszam, oczywiście, Robercie Mazurku, zrozum tę różnicę. Oczywiście, że po 2010 r. cała władza była w rękach Platformy, ale ona respektowała konstytucję. Teraz jest inna sytuacja.

Każda sytuacja jest inna.

Ja cię zaknebluję, jesteś gorszy niż Michał Rachoń (dziennikarz TVP Info - red.). Pytasz mnie, czy ktoś chcę tę wojnę skończyć. To w gruncie rzeczy drugorzędne, bo nawet jakby chciał, to nie ma narzędzi. Klucz do zmiany sytuacji w Polsce ma jedna osoba i ona musiałaby nie skapitulować, ale choć troszeczkę się cofnąć.

A gdyby Jarosław Kaczyński władzę stracił, to wojna by się skończyła?

To przekracza moją wyobraźnię. Bo jak miałby stracić władzę?

W wyborach.

Ale w jakich warunkach? Wyobraźmy sobie - hipotetycznie - że oskarżenia Tomasza Piątka pod adresem Antoniego Macierewicza (w książce "Macierewicz i jego tajemnice" Piątek zarzuca szefowi MON powiązania z Kremlem - red.)  potwierdzają się, PiS nie tylko traci władzę, ale i się rozpada. Być może w takich warunkach będzie łatwiej się dogadać, bo ludzie zrozumieją, że popełnili błąd. Albo odwrotnie - okaże się, że wicepremier Mateusz Morawiecki miał rację, kraj się rozwija najszybciej w Europie, Polacy dobrze zarabiają, mają 500 plus i porządne emerytury, a w dodatku dostaliśmy reparacje od Niemców.

*Ewa Milewicz to publicystka „Gazety Wyborczej”, działaczka opozycji w czasach PRL, prawnik i dziennikarka

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj