Przed południem Hanna Lis zjawiła się w redakcji "Wiadomości" przy placu Powstańców Warszawy. Na rozmowę wezwał ją szef tego serwisu Jan Piński. Spotkanie było krótkie, po chwili dziennikarka opuściła jego gabinet.
" To była wiadomość, która błyskawicznie rozeszła się po całym budynku" - opowiada jeden z dziennikarzy. Od wtorku Lis była zawieszona. Ukarano ją za to, że nie przeczytała w zapowiedzi do materiału o rankingu europosłów, że przygotował go Instytut Spraw Publicznych, którego szefowa Lena Kolarska-Bobińska kandyduje z list PO do europarlamentu. Od tego momentu sytuacja była napięta, władze TVP rozważały różne scenariusze. "Ale tak naprawdę nikt się nie spodziewał, że " - mówi jeden z reporterów.
Lis spakowała swoje rzeczy i umówiła się z kolegami na pożegnalne przyjęcie. Niedługo potem telewizja wypuściła krótki komunikat zatytułowany . Podaje w nim dwa powody zerwania kontraktu: .
>>> Lis: Dla TVP byłam zbyt niewygodna
- oceniła zarzuty stawiane jej przez władze TVP w rozmowie z PAP. Zapowiedziała wytoczenie dwóch procesów: TVP o bezpodstawne zerwanie umowy o pracę i Pińskiemu o naruszenie dóbr osobistych.
Prezes TVP jest pewien, że w sprawie zwolnienia Lis podjął . "Manipulowanie wcześniej przygotowanym i zaakceptowanym materiałem oraz przejmowanie przez prezenterkę roli wydawcy i kierownika redakcji nie mieści się w żadnych standardach dziennikarstwa" - napisał nam w SMS-ie Farfał.
Lis odpiera ten zarzut. Twierdzi, że informacja, którą miała przeczytać, była nieprawdziwa, bo Kolarska-Bobińska ponad dwa tygodnie temu zrezygnowała z szefowania instytutowi. Jej zdaniem , bo uchroniła stację przed przegranym procesem w trybie wyborczym. Tymczasem w , którą dzień po incydencie sporządziła dla szefa "Wiadomości", Lis napisała: "Podzielam pańskie zdanie, iż fakt, że pani Lena Kolarska-Bobińska jest szefową instytutu, który sporządził raport, jest informacją znaczącą w kontekście materiału Joanny Wajdy".
>>> Lis po cichu przyznała się do błędu
TVP, zarzucając dziennikarce złamanie kontraktu, "Standardem każdego kontraktu jest to, że jeśli pracownik nie wykonuje poleceń przełożonego lub nienależycie wywiązuje się ze swoich obowiązków, to pracodawca może go zwolnić bez konieczności wypłaty odszkodowania" - twierdzi Farfał.
W liście otwartym protestują przeciwko jej zwolnieniu i pytają, czy były ku temu merytoryczne powody. "Dymisja redaktor Hanny Lis stanowi w naszej opinii naruszenie niezależności zespołu redakcyjnego >Wiadomości< i negatywnie rzutuje zarówno na wizerunek Telewizji Polskiej, jak i samej redakcji... ". Pod listem podpisali się m.in.: Piotr Kraśko, Jarosław Kulczycki, Dariusz Bohatkiewicz i Juliusz Głuski. Ten ostatni w "Wiadomościach".
>>> Reporter odchodzi z TVP, by poprzeć Lis
Czy na taki gest zdobędzie się też ? Raczej nie. Hanna Lis w rozmowie z PAP mówi: "Widzowie TVP zasługują na obiektywny i niezależny program >Tomasz Lis na żywo<. Gdy przychodziliśmy do TVP, wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo, że trzeba będzie walczyć o każdy skrawek niezależności". Dodaje, że , jeżeli będzie chciał odejść z telewizji. Według naszych informacji Tomasz Lis ma kontrakt z TVP jeszcze do przełomu 2009/2010 r.
"Zwolnienie Hanny Lis to duża strata dla wizerunku telewizji, a także konsekwencje finansowe. Poza tym znika jeden z głównych argumentów, dla którego kilka miesięcy temu zawiesiliśmy Andrzeja Urbańskiego" - mówi Tomasz Rudomino, były wiceprezes TVP i członek rady nadzorczej. Rzeczywiście, jednym z powodów odsunięcia w grudniu Urbańskiego było to, że pozwolił zawiesić Hannę Lis i przez to naruszał dziennikarską niezależność. Farfał jej wtedy bronił.