Rzeczywiście lepiej byłoby zachować zimną krew. Ale jestem ciekaw, co pani by zrobiła, gdyby przez dwadzieścia minut ktoś natarczywie jeździł koło pani kamerą i podsłuchiwał rozmowy. Mówiłem, że nie chcę rozmawiać, przez dwadzieścia minut, a ona chodziła koło mnie natrętnie z tą kamerą, o mało mi mówię oka czy zębów nie wybiła, wjeżdżała w twarz z tą kamerą - mówi Radiu ZET Stefan Niesiołowski.

Polityk Platformy przedstawia Monice Olejnik zupełnie inny obraz piątkowych wydarzeń. Odsunąłem tę kamerę ręką. Nie bardzo wiem na czym polega przestępstwo, ponieważ nie dotknąłem pani Stankiewicz. Nie dotknąłem, a Ewa Stankiewicz kłamie jeżeli mówi, że ją złapałem za nadgarstek, popchnąłem czy coś. Ona kłamie, ja jej nie dotknąłem. Niech pokaże świadków, niech pokaże ślady. Ona kłamie, po prostu kłamie. PiS zgłosi wniosek do prokuratury, spotkamy się w sądzie - twierdzi.

Zarzuca też Ewie Stankiewicz, że zmanipulowała film. Ten film jest zmanipulowany, powycinany, ale nawet w tym filmie nie ma ani tego, że dotknąłem kamery. Prowokatorki Stankiewicz nie dotknąłem, powtarzam (...) Przecież ona kręciła cały czas - zapewniam, że gdybym ją uderzył, zniszczył jej lub uszkodził kamerę, to świetnie by to nagrała. Więc jeżeli tego nie nagrała to tego nie było.

Przyznaje jednak, że nie powinien użyć słowa won. Czy przeprosi? Polityk stawia pewien warunek: Pan Duda przeprosi mnie za ordynarnie, nienadające się do powtórzenia słowa, którymi przez dłuższy czas obrzucali mnie ludzie z flagami „Solidarności”. „Judasz”, „złodziej” nadają się do powtórzenia. Jeżeli mnie pan Duda przeprosi, to natychmiast za słowo „won” przeproszę prowokatorkę Stankiewicz. Nie było to eleganckie słowo, ale gdyby ktoś pani przez dwadzieścia minut ktoś tańczył z kamerą, przy pani twarzy, to mogłaby pani się zdenerwować.

Czy w czasie incydentu przed Sejmem z udziałem Ewy Stankiewicz i Stefana Niesiołowskiego: