Lektura stenogramów z podsłuchów CBA zgromadzonych w procesowych aktach korupcyjnej sprawy Beata Sawickiej ujawnia szokującą codzienność polskiego parlamentu - donosi "Fakt". Była posłanka Platformy w rozmowach z udającymi biznesmenów agentami opowiada, jak korzysta z dobrodziejstw pracy parlamentarzystki.

Reklama

Na przykład, jak jadę do Arkadii, to mówię, żeby mnie podwieźli pod centrum medialne. (...) Mam wywiady, nie? I do Arkadii idę - mówi Beata Sawicka. A mieszkanie w Warszawie załatwia się - według posłanki - "stawiając na baczność" marszałków Sejmu. - Przecież nie będę kupowała cinquecento, żeby jeździć do Sejmu - stwierdza Sawicka.

Newspix

W aktach sprawy zachował się także zapis rozmowy Beaty Sawickiej z kolegą z Sejmu. Wojciech Picheta skarżył się na "dupków w zarządzie", czyli szefów regionalnych struktur PO. - Jeszcze mnie ciul straszył, k..., że jak kasy nie zapłacę, dwóch stów, to się nie znajdę na liście wyborczej - emocjonował się Picheta. - On to umie, k..., z cudzej kieszeni zakamuflować, niech se zakamufluje ze swojej - relacjonuje słowa polityka "Fakt".

Zgadza się, już oni wiedzą, co oni robią, oni nie płacą... Gnoje - komentowała Beata Sawicka.

Czytaj także: Co o nas myślą w ZUS? Sprawdź! >>>