Dzisiaj nazwałbym swoje zachowanie sztubackim - tak odpowiedział minister na pytanie, czy dorosłemu mężczyźnie uchodzi wymienianie się zegarkami z biznesmenami. Wymieniłem się raz z kumplem, którego znam od 15 lat. On nie ma nic wspólnego z Cam Media - precyzuje Sławomir Nowak.

>>>Minister Nowak łaskawy. Już nie chce 30 milionów od "Wprost"

"Gazeta Wyborcza" pytała także ministra skąd ma pieniądze na tak drogie zegarki, bo jeden z nich ma ponoć kosztować aż 30 tysięcy złotych.

To nieprawda. Żaden nie kosztuje tyle. Jedyny cenny zegarek, który posiadam, dostałem na 35. urodziny od żony i rodziców. Mam rachunek. Na potrzeby procesu z tygodnikiem, który twierdzi, że pozostałe zegarki warte są po kilkanaście tysięcy złotych, zleciłem ich wycenę. Proszę bardzo: 1000 zł, 1600, 2300. Jak się ma 39 lat, pracuje się ciężko od 18. roku życia, to można mieć kilka zegarków - stwierdził Nowak. 

Czy minister lubi luksus? Miał zamienić volvo po ministrze Grabarczyku na bmw, wyremontować gabinety za duże pieniądze, a nawet wybudować daszek, by nie moknąć przy wysiadaniu do auta...

"Wprost" znów się myli. Volvo było mocno zużyte. Jak przyszedłem, nie zgodziłem się na nowe zakupy aut, dlatego BOR użyczył ministerstwu auta. W gabinecie wymienioną nieremontowaną od lat 50. instalację elektryczną (...) Daszek wybudowano przy rampie, gdzie podjeżdżają samochody dostawcze. Ja wysiadam kilkanaście metrów wcześniej - tłumaczy się minister. 

A co z wizytami w ekskluzywnym klubie Prive?

Klub był przygotowany na Euro 2012 dla VIP-ów z zagranicy (...) Zostałem zaproszony przez znajomego. Po tylu kampaniach wyborczych znam prawie całą reklamową Warszawę. Nie jadłem tam kolacji, nie widziałem tam stolików za tryliardy, dostałem przy wejściu lampkę szampana. To było przyjęcie dla wielu osób - wyjaśnia Sławomir Nowak.

Minister dodaje, że nie pomagał żadnym biznesmenom w żadnych przetargach.

Nie ma nic złego w kontaktach polityków z biznesmenami. Byleby nie przekroczyć pewnej granicy - powiedział polityk. 

Nowak tłumaczy, że spółka Cam Media pracuje dla PKP od 2010, kiedy nawet nie myślał, że będzie ministrem.

Zanim przyszedłem do ministerstwa, zrealizowała dla resortu różne projekty za 550 tys. zł. Przez półtora roku mojego urzędowania otrzymała zamówienia w sumie na 60 tys. zł., zawsze z zachowaniem reguł ustawy o zamówieniach publicznych. To jest dowód układu? - pyta minister.

Nowak dodaje, że niech media patrzą władzy na ręce jak najdłużej, ale on ma prawo się bronić. Stąd pozew przeciwko "Wprost". Publikacja w tym piśmie niszczy mnie jako człowieka i polityka - uważa minister transportu i infrastruktury.

Nie chcę ani bankructwa gazety, ani zamykania ust. Zależy mi na tym, żeby "Wprost" wychodził jak najdłużej, bo tylko wtedy mam pewność przeprosin. Po pierwszej publikacji wystąpiliśmy z wnioskiem ugodowym. Żeby przeprosili i 100 tys. zł na fundację wypadków. Ale po tym, co się dzieje, nie wierzę, że to zrobią. Dlatego równolegle pracujemy nad pozwem - powiedział Sławomir Nowak.