Agencja Interfax, powołując się na telewizję REN TV, podała w czwartek, że na Morzu Bałtyckim w rejonie Cieśniny Pilawskiej doszło do kolizji okrętu podwodnego marynarki wojennej Rosji "Krasnodar" i polskiego okrętu podwodnego ORP "Orzeł". Polskie wojsko zdementowało te doniesienia.

Występując wieczorem na antenie Radia Maryja Macierewicz podkreślił, że obecnie wchodzimy w ostatni etap trudnych, ale bardzo istotnych negocjacji związanych ze wzmocnieniem wschodniej flanki NATO. Jak mówił, chodzi w nich o to, w jakim zakresie i w jakim kształcie zostanie zrealizowana decyzja podjęta na lutowym spotkaniu ministrów obrony Sojuszu o wzmocnieniu obecności wojskowej w tej części Europy, w tym w Polsce. Szef MON przypomniał, że Amerykanie zdecydowali się rozmieścić w naszym regionie ciężką brygadę, ale - jak zaznaczył - odrębną kwestią są rokowania z NATO jako całością dotyczące kolejnej brygady.

Reklama

- Nic dziwnego, że w trakcie tych negocjacji coraz częściej mamy do czynienia z prowokacjami rosyjskimi - powiedział Macierewicz. Przypomniał, że w pierwszej połowie kwietnia rosyjskie samoloty niebezpiecznie zbliżyły się do amerykańskiego niszczyciela USS Donald Cook, który ćwiczył na Bałtyku razem ze śmigłowcem polskiej Marynarki Wojennej. - Takich prowokacji wówczas było trzy, wszystkie były niebezpieczne, wszystkie sprawiały wrażenie ataku czy możliwości ataku rosyjskich samolotów na polskie i amerykańskie jednostki - powiedział minister.

Zdaniem szefa MON doniesienia o rzekomej kolizji polskiego i rosyjskiego okrętu podwodnego to podobna prowokacja. - Tym razem kształt jej jest odwrotny, ale efekt ma być taki sam - ocenił Macierewicz. - Wszystko razem wyssane z palca, wszystko razem nieprawda. Natychmiast zostało to sprawdzone w dowództwie operacyjnym i mamy oczywiste, jednoznaczne zakwestionowanie, zaprzeczenie, by coś takiego miało miejsce - powiedział minister.

- W tym okresie przed szczytem NATO, przed podjęciem przez NATO przełomowych decyzji dla polskiego bezpieczeństwa, absolutnie przełomowych, mających rozstrzygające znaczenie dla naszej przyszłości i dla naszej niepodległości będziemy poddawani najróżnorodniejszym presjom, prowokacjom, próbom zdestabilizowania sytuacji w Polsce i stworzenia wokół Polski atmosfery państwa, które nie jest stabilne, które jest gotowe wchodzić w najróżnorodniejsze działania prowokacyjne lub też prowokacjom się poddawać. Tak, byśmy mogli być przedstawiani opinii publicznej międzynarodowej jako czynnik nie do końca pewny - podkreślił Macierewicz.

- Polska ma być przedstawiana jako czynnik nieobliczalny, niepewny, łamiący i burzący pokój światowy - dodał. Zarzucił części opozycji, że jest gotowa "włączyć się w ten chór".

"Incydent", którego nie było?

Według REN TV do incydentu doszło kilka dni temu. Cytując własne źródła, stacja podała, że rosyjska jednostka nie została poważnie uszkodzona i po wynurzeniu odpłynęła do swojej bazy. REN TV dodała, że polski okręt po wynurzeniu trzeba było holować z miejsca zdarzenia. Jednocześnie rosyjska telewizja przekazała również, że Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej jak dotąd nie skomentowało incydentu.

ORP "Orzeł" i wszystkie pozostałe polskie okręty podwodne należą do 3. Flotylli Okrętów w Gdyni. Jej rzecznik kmdr ppor. Radosław Pioch, pytany o doniesienia rosyjskich mediów, zdementował je. - Nic takiego nie miało miejsca. Żaden z okrętów 3 Flotylli Okrętów nie uczestniczył w żadnym zdarzeniu na morzu. Wszystkie okręty podwodne stacjonują w tej chwili w porcie - powiedział PAP Pioch.

Dodał, że ORP "Orzeł" w ostatnich dniach wychodził w morze na próby morskie, ale cały czas znajdował się w położeniu nawodnym. - Nie wchodził pod wodę i nie opuszczał polskich wód terytorialnych - powiedział rzecznik.

Reklama

Również Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, któremu podlega gdyńska flotylla, zaprzeczyło, że doszło do incydentu. - Wbrew doniesieniom pojawiającym się w prasie zaprzeczamy informacjom jakoby polski okręt podwodny miał zderzyć się z rosyjskim okrętem podwodnym - podano na profilach DGRSZ na portalach społecznościowych.

W lutym ministrowie obrony państw NATO zgodzili się na wzmocnienie obecności wojskowej na wschodniej flance. Szczegóły są od tego czasu negocjowane. Ostateczne decyzje mają zapaść na szczycie NATO w Warszawie, który zaplanowano na 8-9 lipca.