- PiS przeciąga już ponad trzy miesiące prace nad naszym projektem i wywołuje feministki na ulicę. Powoduje, że przeciwko pro-liferom organizuje się najbardziej odrażające akcje i hejt – zauważyła w Radiu ZET inicjatorka projektu „Zatrzymaj Aborcję” Kaja Godek. Jej zdaniem Prawu i Sprawiedliwości sondaże „spadają nie dlatego, że zajmuje się aborcją tylko dlatego, że się nią nie zajmuje”.

Reklama

- Na jesieni, kiedy PiS deklarował przychylność naszej inicjatywie miał 50 proc. poparcia – komentowała działaczka pro-life. Ubolewała nad tym, że politycy, którzy tłumnie deklarowali poparcie dla inicjatywy „Zatrzymaj Aborcję”, teraz „zostawiają ją, zostawiają swoich wyborców a nienarodzone dzieci zostawiają bez pomocy”. Kaja Godek uważa, że Sejm i Prawo i Sprawiedliwość są dziś „na sznurku feministek”. - Głosują przeciw życiu – dokładnie tak, jak one sobie życzą – dodaje.

Gościni Radia ZET zapowiedziała także kampanię informacyjną. - Już ją zaczynamy. Będziemy mówili, co dzieje się z projektem, któremu ludzie poświęcili kilka miesięcy swojego wolnego czasu na jesieni. Jeżeli w tej chwili nie zrobi to wrażenia na rządzących, to zrobi podczas wyborów – oceniła Godek. Pytana przez Konrada Piaseckiego o to, czy zamierza piętnować tych polityków, którzy zdecydowali o wstrzymaniu prac nad projektem „Zatrzymaj Aborcję”, odparła, że społeczeństwo ma prawo do informacji. - Dotrzemy z taką informacją w konkretnych okręgach wyborczych – zapowiedziała. - Jeżeli ktoś przez kilka miesięcy cały swój czas poświęcał na zbieranie podpisów, to nie zagłosuje na polityków, którzy ignorują nasz projekt i jeszcze mówią, że oczywiście są za życiem – dodała.

Godek podkreśla, że w programie PiS jest mowa o wartościach chrześcijańskich a każda kampania tej formacji opierała się na obiecywaniu obrony właśnie tych wartości. Dopytywana, czy ma poczucie, że rządzącym nie zależy na zmianie prawa aborcyjnego, oceniła: Tak to wyglądało w środę. Dodała, że była zszokowana tym, jaka koalicja zawiązała się przeciwko dzieciom nienarodzonym.

Reklama

- Co osiem godzin gdzieś w szpitalu duszą dziecko przedwczesnym porodem czy środkami farmakologicznymi. To, co widzieliśmy w "Botoksie" – kiedy dziecko umiera odłożone na tackę – notorycznie dzieje się w szpitalach – mówiła działaczka pro-life. Jej zdaniem osoby, które postulują dziś aborcję na żądanie, chcą „cofnąć Polskę do 1956 roku”. - Pierwszy raz nieograniczoną aborcję dla Polek wprowadził Hitler. To był 9 marca 1943 roku. Potem promowali ją komuniści. To było narzędzie niszczenia ludów podbitych – oceniła. Godek uważa, że celowo posługiwano się aborcją, żeby niszczyć Polskę.

Inicjatorka projektu „Zatrzymaj Aborcję” była również pytana przez Konrada Piaseckiego o to, jak trafiła do rady nadzorczej Warszawskich Zakładów Mechanicznych. - Złożyłam dokumenty, dostałam tę pracę. W ogóle z tą pracą zrobił się jakiś skandal, którego nie rozumiem – tłumaczyła Kaja Godek. Dodała, że to media doprowadziły do tego, że musiała ujawnić zarobki - 3 400 złotych miesięcznie. - Media dzwonią do mojego pracodawcy, żeby mnie zwolnił, dokładnie wtedy, kiedy prowadzę inicjatywę antyaborcyjną. To element nagonki na mnie – uważa Godek. Pytana o wykształcenie techniczne, odpowiadziała, że w radzie nadzorczej Wuzetem-u „są 4 osoby i jedna ma wykształcenie techniczne, ale w takich ciałach to zupełnie normalne”. Podsumowała, że od techniki w firmie są specjaliści, a rada nadzorcza i zarząd zajmują się zupełnie czym innym.