Agencja zadaje pytanie, dlaczego UE "zostaje z tyłu mimo wielomiliardowego wsparcia i całych zastępów dyplomatów", ale nie udziela na nie odpowiedzi.

W Moskwie strzelały zapewne korki od szampana - pisze dpa i zwraca uwagę, że w Bułgarii, wbrew wszelkim prognozom, wyborcy opowiedzieli się za byłym dowódcą sił powietrznych Rumenem Radewem jako nowym prezydentem, a Radew "chce znów ściślej powiązać z Rosją ten najbiedniejszy kraj Unii Europejskiej". Zdaniem dpa wskazuje na to zamiar rozbudowy bułgarskiej energetyki jądrowej "z pomocą dawnego bratniego kraju komunistycznego". Dpa przypomina, że w czasach komunistycznych "stosunki między obu państwami były tak bliskie, że bułgarska gazeta partyjna przejmowała w całości treść organu prasowego rosyjskiej partii komunistycznej".

Reklama

Także na czele Mołdawii - byłej republiki radzieckiej - stanie po niedzielnych wyborach prezydenckich przyjaciel Rosji - socjalista Igor Dodon, który będzie "stawiał na dawnego wielkiego brata". Dpa zwraca uwagę, że Dodon zaangażował się w walkę z szalejącą korupcją w prozachodnim kierownictwie kraju i zdołał zbić na tym kapitał polityczny. Wyniku wyborów nie zmieniło członkostwo Mołdawii w unijnym programie Partnerstwa Wschodniego ani zniesienie przez UE dwa lata temu wiz dla Mołdawian.

Dpa twierdzi, że te dwa państwa nie są wyjątkiem i pisze, że szef rządu należących do UE Węgier, Viktor Orban, przedstawiając swą koncepcję "nieliberalnej demokracji" powołuje się wyraźnie na rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Logiczne jest więc - zdaniem niemieckiej agencji - że Węgry chcą powiększyć elektrownię atomową w miejscowości Paks, zbudowaną przez Związek Radziecki, o dwa rosyjskie bloki reaktorowe, których budowa miałaby zostać sfinansowana z rosyjskiego kredytu wysokości 10 miliardów euro.

Dpa odnotowuje też, że długoletni (sprawował urząd do stycznia br.) szef rządu kandydującej do UE Macedonii, Nikoła Gruewski, jest "znanym fanem Putina". Według dpa, "w zamian rosyjskie MSZ brało go w obronę w obliczu demonstracji jego krytyków".

Reklama

Niemiecka agencja pisze też, że prezydent serbskiej części Bośni i Hercegowiny Milorad Dodik "może od lat otwarcie uprawiać politykę przeciwko UE i USA tylko dlatego, że wspiera go Moskwa". "Gdy w dowód wdzięczności opchnął Rosji przemysł naftowy, liczy teraz na kredyty, żeby zapobiec groźbie bankructwa".

Dpa wskazuje również, że z pomocą Serbów w Czarnogórze Moskwa od dawna próbuje zapobiec uzgodnionemu już właściwie przystąpieniu do NATO tego kraju, kandydującego do UE. Agencja odnotowuje też, że "Belgrad od lat broni się wszelkimi środkami przed nałożeniem tak jak UE sankcji na Moskwę".

Zapowiedź Donalda Trumpa, że będzie współpracował z Putinem, "doprowadziła w Europie Południowo-Wschodniej do prawdziwych hołdów dla Trumpa" - pisze dpa i odnotowuje "nieomal zachwyt", z jakim wynik wyborów prezydenckich w USA przyjął Viktor Orban.

Dpa zwraca też uwagę, że belgradzki dziennik "Informer" "uważany za tubę propagandową rządu" napisał w poniedziałek, iż w nowej sytuacji politycznej możliwy jest powrót Kosowa do Serbii. Inne serbskie media sugerują możliwość przyłączenia się bośniackich Serbów "do macierzy". Niemiecka agencja wskazuje, że media w Serbii obszernie informują, iż "serbska diaspora w Ohio, Indianie i Michigan znacząco przyczyniła się do porażki Hillary Clinton".