Dziennik Gazeta Prawana logo

"Był szczery do bólu"

8 marca 2009, 20:52
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Był szczery do bólu"
Inne
"To był szczery do bólu, niesamowicie odpowiedzialny człowiek. Prawdziwy ojciec swojego resortu. Nie bał się najtrudniejszych decyzji. Takiego go zapamiętam - dobrego człowieka, który każde wyzwanie przyjmował na siebie" - wspomina Zbigniewa Religę były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jerzy Miller.


Jerzy Miller Zaskoczę pana, ale najczęściej się zgadzaliśmy. Po pierwsze był wspaniałym człowiekiem. Był moim szefem i nie szefem. Bo podlegałem bezpośrednio ministrowi zdrowia, ale oczywiście moim najbliższym współpracownikiem był minister zdrowia. To dla mnie ciężki dzień, trudno o tym mówić.

>>> Cymański: Religa nie szukał poklasku


To był chirurg, który wiedział, że zawsze na końcu trzeba podjąć decyzję. Profesor bardzo twardo stąpał po ziemi i miał świadomość, że nikt z niego nie zdejmie odpowiedzialności. Dyskusja była zawsze bardzo merytoryczna, bardzo szczera. To nie był polityk, który tylko patrzy na słupki odpowiedzialności, lecz był ministrem z prawdziwego zdarzenia. Jemu zależało i na pacjencie, i na lekarzu, i na pielęgniarce. Był prawdziwym ojcem swojego resortu. Nigdy nie szedł na kompromisy ze swoją wygodą i popularnością.


Pamiętam dobrze, jak spędziliśmy razem noc sylwestrową, negocjując z Porozumieniem Zielonogórskim, żeby nie było strajku lekarzy rodzinnych od pierwszego stycznia. Nie wyobrażam sobie za bardzo innych ministrów w tej roli właśnie tego dnia. On osobiście siedział z nami aż do napisania ostatniego przecinka. Siedział z nami przy stole negocjacyjnym bez przerwy. Porozumienie musiało być dopięte na ostatni guzik, Religa sam tego dopilnował.

>>> Potrafił mobilizować ludzi


Nie zapomnę tego dnia, bo tu w takich sytuacjach wychodzi klasa człowieka. Przyszedł do mnie około godzinę wcześniej. Usiedliśmy i wypiliśmy wspólnie herbatę. Rozmawialiśmy sobie po przyjacielsku. Powiedział mi wprost, że dostał taki nakaz polityczny, ale że osobiście bardzo sobie ceni naszą współpracę. Nic nie może jednak zrobić, bo ma wyraźne polecenie. Z wnioskiem wystąpił na posiedzeniu rady funduszu, bo tak nakazywało prawo. Pamiętam jego reakcję, bo rada nie przyjęła tego wniosku. Powinien być zły, wręcz wściekły i martwić się, że jest w niewygodnej sytuacji.


Po staremu to bym powiedział, że zrobiliśmy sobie misiaczka... Krótko mówiąc, promieniał. Wyglądał, jakby ktoś zrobił mu najpiękniejszy w życiu prezent. To jest cały prof. Religa. Nie dwulicowy, tylko nieunikający trudnych sytuacji, szczery do bólu człowiek. Gdy się w końcu rozstawaliśmy, to sobie usiedliśmy i rozmawialiśmy przez dwie godziny. Chciałem mu zrelacjonować, co przekazuje swojemu następcy. Zapamiętałęm tą chwilę jako rozmowę dwóch ludzi, którzy czują do siebie szczerą sympatię. Takiego go zapamiętam: szczerego, dobrego człowieka, który każde wyzwanie przyjmował i nie bał się podejmować nawet najtrudniejszych decyzji.

>>> Lekarz z powołania, poltyk z przypadku

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj