Jeszcze niedawno większość sędziów powstrzymywała się od udziału w konkursach na wolne stanowiska sędziowskie. Zdarzały się przypadki, gdzie kandydaci, którzy się na to decydowali, wycofywali się nawet wtedy, gdy byli jedynymi chętnymi na dane stanowisko. Wszystko z powodu wątpliwości konstytucyjnych związanych z prawidłowością powołania sędziowskich członków Krajowej Rady Sądownictwa oraz głosów o upolitycznieniu tego organu. Najbardziej radykalni sędziowie mówili wprost, że nominacje dokonane przez wadliwie powołaną KRS doprowadzą do sytuacji, w której będzie mowa o „sędziach zatrutego drzewa”.

Reklama

Niesmak i dyskusje

Dlatego ogromne kontrowersje w środowisku sędziowskim wzbudził fakt, że do konkursu na wolne stanowisko sędziowskie w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu zgłosiła się (i wygrała) Agata Regulska, wiceprezes wrocławskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Ta historia wywołała niesmak wśród sędziów, i to nie tylko na Dolnym Śląsku. Odbierałem telefony od zgorszonych osób z innych apelacji. Oni, tak jak ja, nie mogli uwierzyć, jak można oczekiwać od sędziów, by szanowali konstytucję, nie legitymizowali działań organu, który nie ma waloru niezależności, gdy nawet członkowie stowarzyszenia swoimi działaniami zaprzeczają temu, co ono oficjalnie głosi. To po prostu obłudne – mówi nam jeden z sędziów z regionu.

Ten awans wywołał sporo kontrowersji i dyskusji w środowisku – przyznaje Bartłomiej Starosta z Forum Współpracy Sędziów.

Zaznacza jednak, że każdy podejmuje decyzję indywidualnie. – Stowarzyszenia sędziowskie mogą najwyżej coś sugerować, wskazując nieprawidłowości związane z powołaniem KRS, ale nie możemy nikomu zabronić brania udziału w konkursach – dodaje.

Próby tłumaczenia

Bartłomiej Starosta przytacza argumenty osób uczestniczących w procedurze. – Zazwyczaj słyszę, że jeśli jakaś osoba się nie zgłosi, to awansować będą sami najgorsi. Część wskazuje na konieczność wypełnienia etatów i ratowania sytuacji w wydziałach odwoławczych, która w niektórych sądach rzeczywiście jest trudna. Jeszcze inni zwracają uwagę, że nie wiadomo, jak długo ten stan potrwa. Zawsze można sobie dorobić jakieś wytłumaczenie – mówi sędzia Starosta.

Przypominając, że sam też zgłosił się do konkursu na sędziego Izby Dyscyplinarnej. – Jednocześnie złożyłem jednak pozwy o ustalenie, czy np. sędzia Maciej Nawacki jest członkiem KRS, a wobec członków Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych o ustalenie, że nie są sędziami. Oceniając mój krok, trzeba to zrobić całościowo – zastrzega.

Sędzia Regulska przyznaje, że kiedy zgłaszała swój akces do Sądu Apelacyjnego, KRS już był nieprawidłowo obsadzony. – Stanowiska Iustitii na ten temat dopiero zaczynały się jednak pojawiać, a proces nominacyjny obywał się jeszcze wtedy normalnie. Opinie na temat kandydata wyrażało środowisko sędziowskie w postaci zgromadzenia ogólnego sądu apelacyjnego. Gdybym nie uzyskała dużego poparcia środowiska, to bym się na to nie zdecydowała – wyjaśnia.

Dodaje, że dla wielu osób – także dla niej – było to naturalne ukoronowanie drogi zawodowej. – Ale gdybym miała przystąpić do konkursu teraz, w życiu bym się na to nie zdecydowała – podkreśla.

Nie tylko Wrocław

Z perspektywy mojej apelacji mogę powiedzieć, że nierzetelność procedury w połączniu z kontrowersjami prawnymi powodują, że sporo dobrych kandydatów albo w ogóle nie stara się o awans do sądu okręgowego i apelacyjnego, albo wręcz rezygnuje nawet po pozytywnej rekomendacji KRS – mówi sędzia Tomasz Krawczyk, szeregowy członek Iustitii z Łodzi.

Reklama

Podkreśla, że wynika to z indywidualnych wyborów. – Skrajnie krytycznie przez Iustitię było oceniane tylko członkostwo w KRS. Co do konkursów, to choć stowarzyszenie apelowało o powstrzymywanie się od brania w nich udziału, to jednocześnie nie wyciągano żadnych konsekwencji wobec członków, którzy w nich startowali. Trzeba też pamiętać, że poszczególne oddziały Iustitii mają swoją autonomię, trudno więc utrzymać jednomyślność w korpusie 10 tys. sędziów – tłumaczy.

W podejściu do bojkotu bądź legitymizacji KRS różne podejścia mają nie tylko poszczególni sędziowie, lecz także całe oddziały. I tak o ile np. Łódź, Poznań i Kraków uchodzą za bardzo pryncypialne, o tyle inaczej jest np. w Płocku.

Tego typu sytuacji będzie coraz więcej. To nieuchronne. Obecny stan prawny i faktyczny przecież jeszcze potrwa, a w sądach brakuje rąk do pracy – mówi Mariusz Królikowski sędzia Sądu Okręgowo w Płocku, prezes płockiego oddziału SSP „Iustitia”.

Dodaje, że tego typu przypadki już się zdarzały. – W naszym oddziale są trzy osoby, które wzięły udział w konkursie przed obecną KRS i otrzymały awans do okręgu. Teraz w konkursie do Sądu Okręgowego w Płocku uczestniczy wiceprezes naszego oddziału – informuje sędzia.

Jego zdaniem nie ma nic zdrożnego w staraniu się o awans przed obecną KRS, nawet jeśli są zastrzeżenia do jej działań i trybu powołania, oczywiście jeśli ma się do tego odpowiednie kompetencje i doświadczenie. Innej drogi nie ma i prędko nie będzie.

Warto przypomnieć, że w 2018 r. w konkursie przed obecną KRS wystartowała również Marta Kożuchowska-Warywoda, ówczesna prezes warszawskiego oddziału SSP „Iustitia”. Jej kandydatura wywołała żywą reakcję Krystyny Pawłowicz, która wtedy była posłem PiS oraz członkiem KRS, a dziś jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Dla niej działalność w tym stowarzyszeniu była dowodem na upolitycznienie sędzi. Ostatecznie Kożuchowska-Warywoda nie uzyskała rekomendacji KRS, a oficjalnym powodem był to, że nie miała odpowiedniego doświadczenia – starała się bowiem o stanowisko w wojewódzkim sądzie administracyjnym, choć z prawem administracyjnym miała niewiele wspólnego, gdyż orzeka w sądzie rejonowym w sprawach karnych.

opinia

Każdy przypadek należy oceniać indywidualnie

Krystian Markiewicz prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

Dyskusja, czy startować w konkursach organizowanych przez obecną KRS, toczy się nie od dziś. My jako władze centralne nigdy nie stawialiśmy tej kwestii na ostrzu noża. Apelowaliśmy, aby sędziowie powstrzymali się od brania w nich udziału, ale podkreślaliśmy, że decyzję każdy musi podjąć samodzielnie, rozważając wszystkie za i przeciw. Warto zauważyć, że nawet Sąd Najwyższy w styczniowej uchwale trzech połączonych izb przesądził, że nie każda nominacja po wskazaniu obecnej KRS jest bezprawna. Każdy przypadek należy więc oceniać indywidualnie. Wśród startujących w obecnych konkursach są i tacy, którzy wykorzystują sytuację i wiedzą, że jest to dla nich jedyna szansa na otrzymanie awansu, ale są i tacy, którzy otrzymaliby rekomendację także od prawidłowo powołanej KRS.

Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, aby o awans starał się teraz któryś z członków centralnego zarządu stowarzyszenia. W moim przekonaniu obecny system nominacyjny ma charakter ściśle polityczny. Uważam, że każda z osób powołanych przy udziale obecnej KRS powinna się liczyć z weryfikacją jej nominacji. Cały czas trwają postępowania przed sądami krajowymi i trybunałami w Strasburgu i Luksemburgu, które przesądzą, czy w ogóle mamy KRS i czy osoby powołane przy jej udziale są sędziami. Sam też taką sprawę inicjowałem. Każdy oddział samodzielnie decyduje o wyborze swoich władz. My jako władze centralne nie ingerujemy w ten proces. Nie uważam również, aby samo wzięcie udziału w konkursie przed obecną KRS było złamaniem statutu stowarzyszenia. Oczywiście pewne dodatkowe aktywności takich osób uderzające w niezależność sądów i sędziów mogą zmieniać taką ocenę.