Dziennik Gazeta Prawana logo

Zsyłają dzieci do wariatkowa, bo to wygodne

14 listopada 2008, 18:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Co roku kilkuset wychowanków domów dziecka trafia do szpitali psychiatrycznych tylko dlatego, że sprawiali kłopoty wychowawcze. Dlaczego wychowawcy ich tam wysyłają? Bo to to łatwy sposób, by pozbyć się problemu i ułatwić sobie pracę. Stempelkiem od szpitala łatwo wytłumaczyć, dlaczego nie można dać sobie rady z "psychicznym" wychowankiem - tłumaczy jeden z wychowawców w rozmowie z DZIENNIKIEM.

>>>W Polsce dzieci trafiają do psychiatryków za karę


Krzysztof Sarzała*: Wielokrotnie. Sam znam wychowawców, którzy wysyłali niesforne dziecko do zakładu w nadziei, że je tam "naprawią".


Oczywiście, że nie. Ale to takie kuszące: kiedy nie potrafimy rozwiązać jakiegoś problemu, wyślijmy dziecko do "wariatkowa", niech je tam przebadają. I jeśli nawet lekarze nie wykryją niczego, to przynajmniej przez miesiąc będzie spokój. Dodatkowa korzyść polega na tym, że taki wychowanek już na zawsze dostanie łatkę "psychicznego". A stempelek wbity przez szpital psychiatryczny można wykorzystać w najróżniejszy sposób. Na przykład tłumaczyć, dlaczego nastolatek ucieka, prostytuuje się, a wychowawca nie daje sobie z tym rady. Przecież wszyscy widzą, że "ma coś z głową"!


Dom dziecka bywa swoistym "zsypem", w którym znajdują zatrudnienie ludzie nie posiadający kwalifikacji, by pracować w bardziej prestiżowych lub lepiej opłacanych miejscach. Albo zwyczajnie starzy, którzy chcą tam doczekać spokojnej emerytury. Są często wypaleni, źle opłacani, nie widzą przed sobą perspektyw. Podopieczni ich wkurzają, a trzeba pamiętać, że te dzieciaki potrafią nieźle dać w kość. Więc są mocno sfrustrowani.


To, co robią wychowawcy, to tylko oznaka totalnej, strukturalnej niemocy domów dziecka. To chora instytucja, która lata świetności miała w Polsce powojennej, a obecny personel zmuszony był nauczyć się sztuki przetrwania w niej. Nauczył się odcinać od własnych emocji, bo inaczej byłoby im niezwykle trudno obcować na codzień z wszechobecnym poczuciem krzywdy, sieroctwem, przemocą. To powoduje, że zaczynają dzieci traktować przedmiotowo. Pewnie nie byli tacy od początku, ale zagubili gdzieś sens tej pracy.


To banał. Nie jest łatwo zamknąć stare, zakotwiczone w strukturach samorządów i mentalności społecznej instytucje i znaleźć idealne domy zastępcze dla wszystkich dzieci. Powiem okrutną rzecz: zapewne musi wymrzeć starsze pokolenie pracowników, by w domach dziecka cokolwiek się zmieniło. Bo najbardziej doświadczeni pracownicy domow dziecka uczyli się pedagogiki z postsowieckich podręczników i nie wiedzą nawet, że powinni być dla dziecka wychowawcą - terapeutą. Takim, który przeprowadzi je przez najtrudniejszy okres, pomoże zabliźnić niezaleczone rany i będzie wychowywać.


Ja tego nie nazywam misją tylko profesjonalizmem. Na miły Bóg, zacznijmy wreszcie wymagać od ludzi, którzy biorą pieniądze za wychowywanie dzieci, by robili to dobrze.

*Krzysztof Sarzała, kierownik Centrum Interwencji Kryzysowej PCK w Gdańsku

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj