Jeśli podobny wyrok zapadnie w pozostałych sprawach wytoczonych tytoniowym gigantom, ich majątek może się skurczyć aż o 64 miliardy dolarów. A to w sytuacji kryzysu może być dla nich zabójcze.

Ustalenie wyroku w sprawie pozwu Elaine Hess zajęło sześciu sędziom z Fort Lauderdale 2 dni. Kobieta żądała 130 milionów dolarów za śmierć męża. Stuart Hess zmarł w 1997 roku w wieku 55 lat. Mężczyzna palił przez 40 lat, dochodząc nawet do trzech paczek dziennie. Adwokaci zatrudnieni przez Hess twierdzili, że jej mąż nie mógł rzucić palenia. Obrońcy koncernu starali się udowodnić, że było wręcz przeciwnie.

Sąd uznał, że właściwą sumą odszkodowania jest 8 milionów dolarów. Z taką decyzją i tak Philip Morris nie ma zamiaru się pogodzić. Adwokaci koncernu zapowiadają apelację.

Przemysł tytoniowy nie chce odpuścić tej sprawy, bo jest ona precedensowa na Florydzie i mogłaby posłużyć jako podstawa do orzeczeń w pozostałych 8 tysiącach spraw.

Batalia palaczy z Florydy z koncernami tytoniowymi ciągnie się już prawie 15 lat. W 1994 roku dr Howard Engle pozwał producentów papierosów za uzależnienie go od palenia. W 2000 roku sąd na Florydzie rozstrzygnął zbiorowy pozew 700 tysięcy osób i zasądził dla nich gigantyczne odszkodowanie w wysokości 145 miliardów dolarów.

Jednak koncerny nie złożyły broni i złożyły apelację od wyroku. Uwzględnił ją w 2006 roku Sąd Najwyższy. Choć uznał winę firm, które przez dekady ukrywały prawdę o skutkach palenia, to zdecydował, że pozwy mogą być tylko indywidualne. Ustalił też ostateczny termin ich składania - 11 stycznia 2008 roku.

Na dalszą walkę z koncernami zdecydowało się 8 tysięcy osób - palaczy lub ich żyjących krewnych. Sprawa Hess była pierwsza w kolejności do rozpatrzenia.

Koncerny walczą też z palaczami w innych stanach. Jeden z bardziej znanych wyroków - przyznanie prawie 80 milionów odszkodowania palaczowi z Oregonu - został już zaskarżony przez koncerny. Teraz trwa rozpatrywanie apelacji. Inne duże odszkodowania zostały po apelacjach anulowane bądź wyraźnie zmiejszone.