Tak związkowcy dorabiają się fortun
- Płonęły opony pod kancelarią Tuska
- Budowa dróg zniszczy kopalnie
- "Ciężko oderwać się od żłobu"
- Skiba: Współczesny związkowiec to pijawka
- "Nie wszystkie związki są złe"
- Będzie najazd związkowców na Warszawę
- Polacy chcą wczasów przez internet
- "Zamiast idei jest czysty populizm"
- Biuro podróży nie może zmienić ceny
- Związkowcy bojkotują barbórkę
- Polacy boją się biedy na starość
- Majtki ochronią górników przed pożarem
- Węgiel nie będzie tańszy
- Tak związkowcy doją koncern energetyczny
- Pensja związkowca w KGHM to 22 tysiące
- Folwark zwierzęcy w związkach zawodowych
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mieczysław Stembalski, wykształcenie średnie, w hucie pracuje od 1966 r., w związku działa od 1988 r. Jako "etatowy" dostaje ponad 20 tys. na rękę. Jego TKKF zarabia na organizowaniu imprez dla hutników.
Jakoś tak się dzieje, że "etatowych", może z przypadku, a może z pasji, ciągnie do sportu. W Jastrzębskiej Spółce Węglowej przez wiele lat szef "Solidarności" Sławomir Kozłowski był szefem klubu siatkarskiego Jastrzębski Węgiel. Żeby było weselej, "S" była w ostrym sporze z władzami spółki - głównym sponsorem klubu. Kozłowski brał na kopalni jako "etatowy" 9 tys., a w klubie dodatkowe pieniądze. Zastępcą w klubie był inny związkowiec "Solidarności", a w radzie nadzorczej klubu kontrolował ich kolejny działacz. Z tego samego związku.
Paweł Poncyljusz: - Firma, która w kopalni wygrywa przetarg, szybko staje się sponsorem klubu związkowego. Jest taki mechanizm. Zgodny z prawem, prawda?
Kolejny przykład: wiceszef "S" na kopalni Jas-Mos Joachim Langer jest szefem klubu GKS. Część zawodników do niedawna pracowała na etatach związkowych. Całymi dniami trenowali w klubie. Jerzy Sawczuk, "etatowy", szef związkowej spółki Eden, jest prezesem klubu sportowego Górnik Boguszowice. Klub prowadzi działalność biznesową na własną rękę.
W węglu jednym z niewielu prezesów, którzy stawili czoła związkowcom, jest Jarosław Zagórowski, szef Jastrzębskiej Spółki Węglowej, wiceszef Konfederacji Pracodawców Polskich. W tym roku zmniejszył liczbę etatów związkowych o jedną piątą. - Bycie związkowcem to furtka do dobrego życia. Działaczy z lat 80., którzy zmieniali ten kraj, już prawie nie ma, część wyjechała, część już umarła. Czym mogą się dziś pochwalić związkowcy? Że wywalczyli emerytury górnicze i zatrzymali prywatyzację? Dla mnie interes ponad 20 tysięcy pracowników jest ważniejszy niż interes kilkudziesięciu "etatowych", którym dobrze się żyje.
Gdzie leży źródło problemu z "etatowymi" i ich spółkami? Zagórowski: - W prawie. Ustawa związkowa z 1991 r. brzmi tak, jakby związkowcy napisali ją dla siebie. Po co związkom spółki? Przecież mogłyby im wystarczyć składki, w mojej firmie mają z nich pół miliona. Jak je wydają? Nie mogę spytać, bo odebraliby to jak zamach. Nie pyta urząd skarbowy ani NIK. Związkowcy twierdzą, że kontroluje ich komisja rewizyjna. Tak naprawdę nie wiadomo, co się dzieje z tymi pieniędzmi, bo przecież na paczki czy wycieczki idą pieniądze z funduszu socjalnego.
- Duży ma pan fundusz?
- Trzydzieści dwa miliony.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!