Dziennik Gazeta Prawana logo

Król: Dlaczego Sikorski pokonał Tuska

25 marca 2009, 15:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Badanie popularności polityków to nie konkurs piękności, lecz festiwal brzydoty. Przegrywają ci, którzy niedawno popełnili błędy - zauważa prof. Marcin Król. Sprawa Misiaka czy gra w piłkę w czasie głosowań zaszkodziły Tuskowi, wypychając na pierwsze miejsce Radosława Sikorskiego - dodaje.

Badania popularności polityków są zawsze obciążone pewnym zasadniczym grzechem - popularność ta jest wynikiem działania medialnego. Szczególnie w okresie wyborczym obywatele nie mają innych sposobów na wyrażenie swojego poparcia. Powoduje to zjawisko selekcji negatywnej popularności - . I w tych zawodach przegrywają zawsze ci, którzy ostatnio zrobili coś złego.

Pamiętamy wszyscy ogromną popularność premiera Marcinkiewicza. Mieliśmy wówczas do czynienia z fenomenem, który przez długi czas pozostawał niezrozumiały dla ogółu. Oczywiście z wiadomych powodów popularność ta radykalnie spadła. Jeśli natomiast chodzi o popularność premiera Tuska, to zapewne wróci do wysokiego poziomu. Jednak kilka ostatnich potknięć, np. piłka nożna zamiast głosowań czy sprawa Misiaka, spowodowało, że Tusk został odebrany przez społeczeństwo negatywnie.

W tym samym czasie utrzymuje się sława Radosława Sikorskiego. Pamiętajmy, że przez cały czas miał on wysokie notowania. Ale . Ta popularność jest też ściśle związana z częstotliwością jego obecności jego mediach. Nie chodzi o samą obecność pozytywną, ale również neutralną. Już przez rozważania, czy minister minister zostanie sekretarzem NATO, czy nie - choć jego szanse były znikome - tak wiele mówiło się na ten temat, że jego osoba cały czas była obecna jako fakt medialny. Nie zdarzyło mu się przy tym popełnić żadnej gafy. W każdym razie, przynajmniej w dłuższym okresie, jaki jesteśmy w stanie pamiętać.

Te wszystkie elementy składają się na obraz polityka. A w związku z tym - na jego sukces medialny u publiczności. Jestem przekonany, że olbrzymią rolę odgrywa selekcja negatywna. Potwierdza to również przypadek amerykańskich wyborów. Oczywiście wiadomo, że fantastyczny był Barack Obama. Jednocześnie na twarzy jego kontrkandydata widać było ulgę, kiedy przegrał. Nie był to bowiem kandydat, który mógł mu stawić czoła. Taka negatywna selekcja dla społeczeństwa demokratycznego jest na dłuższą metę niebezpieczna. Wiadomo, że nasz wybór może przebiegać według innych mechanizmów. Tymczasem okazuje się, że o stanie naszych umysłów decydują media. Niestety, świat polityki jest już tak urządzony.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj