Konsekwencje takiego systemu już widać na uczelniach. Doszło do tego, że studenci dostając pytanie opisowe, choćby o zarysowanie ewolucji nacjonalizmu, odpowiadają nam wprost: my nie umiemy bo jesteśmy po nowej maturze.
Kiedy wydana została jaka książka? Proste porównania - wszystkie pytania, za odpowiedzi na które mogą posłużyć gotowe zdania z podręczników, proszę bardzo. Puścić wodzy wyobraźni jednak już nie potrafią. Nie rozumieją, że wszystkiego zdefiniować się nie da i są niepocieszeni, jeśli definicji nie dostają. Ale co się dziwić, jak
Gorzej trafić nie mogłem bo takiej makabrycznej literatury nie byłem w stanie czytać. Nie byłem nawet pewien, czy to opowiadanie napisał Sienkiewicz czy Konopnicka. Skończyło się ostatecznie na trójce.
Piątką mogę się za to pochwalić z pisemnej matury za pracę na temat sporu między Camusem a Sartrem. Mogłem sięgnąć po takie filozoficzne zagadnienia bo był temat wolny ze współczesności a uczyła mnie świetna przedwojenna jeszcze polonistka, która wprowadzała na lekcjach elementy filozofii. Inny temat brzmiał: interpretacja Kordiana i tu też zasadzie można było pisać, co się chce. Liczyło się twórcze myślenie. Piątki dostawało się za pomysłowość i oryginalność.
Ściągi wchodziły w grę na matematyce. Mnie ta nauka przychodziła łatwo więc pomogłem wielu kolegom.